Do tragicznego w skutkach pożaru doszło w czwartek po południu. Wiceszef MSW Serhij Jarowyj poinformował prezydenta, który w piątek był na miejscu tragedii, że po przybyciu służb widać było gęsty czarny dym i ogień obejmujący całe piętro budynku.

Uratowano dziewięć osób, które następnie zostały hospitalizowane. Na piętrze znaleziono natomiast ciała 15 ofiar.

Jarowyj zaznaczył, że ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko, a na piętrze wszystkie osoby były "mało mobilne" albo cierpiały na choroby psychiczne.

Według władz ośrodek działał nielegalnie; nie ma też dokumentów świadczących o zgodzie na użytkowanie budynku, w którym się mieścił.

Zełenski zlecił audyt podobnych ośrodków na Ukrainie. 

„Rozwiązanie sytuacji zaistniałej w Charkowie to nie wszystko. Nie wiemy, ile jest takich obiektów w kraju. Dlatego będą inicjatywy legislacyjne. Ludzie powinni otrzymywać normalne, jakościowe usługi”

 - powiedział prezydent.

W sprawie pożaru zatrzymano do tej pory cztery osoby: właściciela budynku, najemcę i jego małżonkę, która jest dyrektorem firmy zarządzającej ośrodkiem, i administratora domu opieki - poinformowała w piątek prokurator generalna Ukrainy Iryna Wenediktowa.

Wenediktowa przekazała, że brane pod uwagę są trzy wersje wydarzeń: podpalenie, nieostrożne obchodzenie się z ogniem i urządzeniami elektrycznymi, spięcie w sieci elektrycznej. W komunikacie biura prezydenta napisano, że od 17 stycznia w domu nie działało ogrzewanie gazowe i budynek był ogrzewany elektrycznymi urządzeniami.