Do term wchodziło się przez szatnie, gdzie zostawiono odzież pod opieką własnego niewolnika lub obsługi. Mimo tego kradzieże były na porządku dziennym. Potem wchodziło się na trwiasty dziedziniec, palestrę, gdzie można było oddawać się do woli ćwiczeniom fizycznym i grom sportowym. Następna w kolejce była „sauna” – ciepłe pomieszczenie do wypacania i skrobania brudu. Urządzenie zwane strigilem zadrapywało skutecznie cały brud z ciała.

Potem przechodziło się do komnaty zwanej caldarium, gdzie można było wskoczyć do basenu z gorącą wodą lub opryskać w umywalni. We frigidarium czekał basen z wodą zimną, a po nim masaż, namaszczenie oliwa i jeszcze jedno zeskrobanie resztek brudu. Rzymianie kąpali się przeważnie po pracy, ok. 14 czy 15. Kobiety miały także swoje godziny, inne niż mężczyźni, a rano przychodziła myć się służba i niewolnicy. Termy były płatne, ale zwolnieni z opłat byli żołnierze, dzieci, a czasem niewolnicy. Przy termach działały często domy publiczne, w oddzielnych budynkach lub po prostu na piętrze łaźni. I choć w starożytnym Rzymie uważano, że czystość jest przejawem kultury, elegancji oraz dobrych manier, to same termy wyglądały raczej jak zatłoczony dworzec niż w wytworny salon. Wystarczy przeczytać list Seneki do Lucyliusza, by wyobrazić sobie, jak funkcjonowały łaźnie w tamtych czasach.

Mieszkam tuż obok term. Wyobraź sobie więc te najprzeróżniejsze głosy, których już uszy ścierpieć nie mogą. Siłacze ćwiczą i wyrzucają w górę ręce obciążone ciężarami [...]; kiedy trafi się jakiś próżniak, któremu sprawiają przyjemność pospolite masaże, słyszę klaskanie dłoni o ciało [...] A jak się zjawi sędzia sportowy i zacznie liczyć piłki - to już koniec [...] Masz dalej tych, co skaczą do wody z impetem, rozbijając ją, [...] wyobraź sobie piszczący i skrzekliwy głos niewolnika – depilatora [...] Dodaj najprzeróżniejsze nawoływania sprzedających ciastka i masarza i cukiernika, z których każdy na swój sposób ale zawsze głośny, reklamuje swój towar.

Z term korzystali bowiem wszyscy, nawet ci którzy w swoich domach mieli prywatne łaźnie, bo jak donosił Pliniusz Młodszy „zaiste wielką jest wygodą, kiedy człowiek niespodziewanie przybywa do domu, albo zamierza zostać w nim tak krótko, że nie ma ochoty rozpalać paleniska”.

Sprytni pracownicy term, kiedy gościli u siebie jakąś ówczesną sławę, a przeważnie byli to atleci czy gladiatorzy, mieli w zwyczaju ich zeskrobany brud wymieszany z potem, pakować do małych buteleczek i sprzedawać fanom i wielbicielkom. Podobne niektóre Rzymianki używały tej mikstury jako kremu do twarzy.