W Polsce wykryto tzw. brytyjska mutację koronawirusa, która charakteryzuje się wyższą zakaźnością. Fakt wykrycia zgłoszono już do międzynarodowego systemu raportowania sekwencji wirusa (GISAID).

Dr Paweł Grzesiowski powiedział, że badania skuteczności szczepionki wobec mutacji wirusa Sars-Cov-2 trwają.

Groźniejsze niż brytyjska mutacja

"Brytyjski mutant nie wykazuje cech "escape", czyli ucieczki przed szczepionką, bo ma zbyt mało zmian w białku S. Jednak nie mamy jeszcze stuprocentowej pewności, konieczne są dalsze badania. Poważniejsze zagrożenie stanowią mutacje japońska, brazylijska i południowo-afrykańska, które nie zostały jeszcze zbadane, ale wykazują więcej zmian białka S, co może oznaczać, że szczepionki mogą działać w mniejszym zakresie"

- wyjaśnił dr Grzesiowski.

Jak dodał, "badanie wrażliwości określonego mutanta na szczepionkę nie jest takie proste".

"Po szczepieniu mamy całą gamę przeciwciał, dlatego trzeba zgromadzić surowice wielu zaszczepionych osób i sprawdzić każdy nowy wariant. Musimy także zbadać surowice ozdrowieńców, aby uzyskać potwierdzenie, czy nowy mutant nie będzie wywoływał ponownych zakażeń. Pierwsze takie badania, które zostały opublikowane, na kilkunastu osobach, wykazały w wariancie brazylijskim i japońskim niższą efektywność surowicy ozdrowieńców. Nie znamy jeszcze wyników badań u osób zaszczepionych"

- wskazał ekspert.

Większa zakaźność

Jak podkreślił, "mutacja brazylijska czy południowo-afrykańska mogą bardziej zakłócić walkę z pandemią, niż mutacja brytyjska, ponieważ ta ostatnia, ma większą zakaźność, ale ma mniejsze szanse na ucieczkę od naszej odporności.

"Wirus wciąż mutuje w takim kierunku, by nam się wymknąć. Z jednej strony chce szybciej zarażać a z drugiej strony chce być niewrażliwy na nasze białka odpornościowe. Wirus robi wszystko, by człowiek - czy ozdrowieniec czy zaszczepiony - był znów jego żywicielem"

- wyjaśnił.

Wskazał, że "cała rzecz polega na tym, że im wolniej się szczepimy, tym większą dajemy szansę wirusowi mutować".

"Mutacja to nie jest zjawisko, które zachodzi w martwym wirusie, ale podczas jego namnażania się. Nieprzypadkowo mówi się o wariancie brytyjskim czy brazylijskim. Tam się wirus bardzo szybko namnażał bez kontroli. Można powiedzieć, że. Im mniej zachorowań, tym mniejsze ryzyko mutacji. Tam, gdzie ludzie są zaszczepieni, wirus nie będzie się tak szybko zmieniał, jak tam, gdzie masowo chorują"

- powiedział dr Grzesiowski.

Dodał, że zagrożeniem może być to, że wirus może się okazać szybszy niż szczepienia. "To znaczy, że zanim zdążymy zaszczepić większość ludzi, to on już zacznie się zmieniać na tyle, że trzeba będzie modyfikować szczepionkę. Oczywiście to nie jest tragedia, zmiana składu szczepionki może trwać kilka tygodni. Ale to spowoduje, że być może pewna część ludzi będzie musiała się ponownie zaszczepić, ale taka jest biologia i nie mamy na razie lepszej opcji. To jest wojna ludzkości z wirusem" - wskazał ekspert.