Pomysł powołania Superligi pojawia się co jakiś czas. Miałoby w niej występować kilkanaście drużyn z pięciu najsilniejszych europejskich lig: angielskiej, hiszpańskiej, niemieckiej, włoskiej i francuskiej.

FIFA, UEFA oraz pozostałe kontynentalne federacje ostrzegły, że piłkarze, którzy wezmą udział w takich rozgrywkach, nie będą mogli reprezentować swoich krajów w mistrzostwach świata oraz mistrzostwach kontynentów.

W ostatnim czasie pozytywnie o powołaniu Superligi wypowiadali się włodarze Barcelony i Realu Madryt. W dążeniu do jej powołania prym wiodą jednak kluby angielskie. Szef UEFA Alexander Ceferin nazwał takie działanie "samolubnym i egoistycznym".

Piłkarskim władzom nie podoba się m.in. to, że o udziale w takiej lidze decydowałby tylko czynnik ekonomiczny. Nie byłoby bowiem żadnych spadków ani awansów. Funkcjonowałaby podobnie do amerykańskich lig zawodowych, jak koszykarska NBA.

Uczestnictwo w globalnych czy kontynentalnych rozgrywkach zawsze powinno zostać wywalczone na boisku

- napisano w oświadczeniu.

Jednocześnie jednak UEFA jest otwarta na argumenty najbogatszych. W najbliższym czasie ma zostać przedstawiony projekt reformy europejskich rozgrywek klubowych. Jedną ze zmian, która ma szansę zostać przyjęta, jest zwiększenie liczebności drużyn w grupach Ligi Mistrzów z czterech do sześciu. Dzięki temu każdy zespół miałby zagwarantowane rozegranie co najmniej dziesięciu, a nie sześciu meczów w tych lukratywnych rozgrywkach.