W pierwszej fazie grupowej Polska pokonała Tunezję (30:28), przegrała minimalnie z Hiszpanią (26:27) oraz rozbiła Brazylię (33:23) i pewnie awansowała do kolejnej rundy mistrzostw. Jaszka przyznał, że przed imprezą odczucia były mieszane, bo sparingpartnerzy nie byli z najwyższej półki i dopiero teraz widać prawdziwy potencjał biało-czerwonych.

- Jasne było, że ten zespół ma potencjał. Przecież są tam zawodnicy, którzy na co dzień grają na najwyższym poziomie w Wiśle Płock, w Kielcach, czy w niemieckiej Bundeslidze. Ogrywają się w mocnych ligach i do tego rywalizują w europejskich pucharach. Potencjał więc był i pozostawało tylko czekać, kiedy to wypali. Sparingi nie były żadnym odniesieniem, bo to tylko sparingi i nie wskazywały, że może to się stać teraz, ale właśnie teraz coś zaskoczyło. Pozostaje tylko się cieszyć i liczyć na więcej

- dodał.

Były reprezentant Polski, a obecnie trener MMTS Kwidzyn zwrócił jednak też uwagę, że rywale w pierwszej fazie mistrzostw nie byli z najwyższej półki i radzi nie popadać w huraoptymizm.

- Poza Hiszpanami, to pozostali przeciwnicy nie byli z tych klasowych. Przyznam szczerze, że ich gra mi się bardzo nie podobała. Grali przede wszystkim za wolno. Albo nie trafili z formą, albo są akurat przed zmianą pokoleniową, bo niektórzy wyraźnie odstawali poziomem. Potrafiliśmy to wykorzystać, co też jest sztuką

- wyjaśnił.

W drugiej fazie biało-czerwoni zmierzą się najpierw z Urugwajem, a później Węgrami i na koniec czeka ich spotkanie z Niemcami. Jaszka przyznał, że jest spokojny o wynik czwartkowego spotkania z ekipą z Ameryki Południowej, ale później Polskę czekają trudne wyzwania.

- Węgrzy i Niemcy mają zawodników, którzy grają w najlepszych klubach i ligach Europy. Są praktycznie na każdej większej imprezie i nie brakuje im ogrania. Nie obstawię, że przegramy, ale też, że wygramy z Niemcami i Węgrami. Sport jest nieobliczalny i wszystko może się zdarzyć. Wiele będzie zależało od tego, jak podejdziemy do tych meczów i jak będzie pomagała nam "bramka". Jeżeli tak, jak dotychczas, to mamy duże szanse, bo jak się pomylimy w ataku, a +bramka+ później wybroni, to mamy okazję na ponowienie ataku

- dodał.

Jaszka zwrócił jeszcze uwagę, że absolutnie nie należy się przed drugą fazą mistrzostw sugerować wynikami pierwszej rundy grupowej i to, że Węgrzy pokonali Niemców, to ci będą łatwiejszym przeciwnikiem.

- Węgrzy wygrali tylko jednym golem, a to jest praktycznie nic. Nie można powiedzieć, że ten mecz będzie trudniejszy, a później będzie łatwiej. Absolutnie nie. Czekają nas dwa bardzo trudne spotkania, ale nie jesteśmy bez szans. Aby zdobywać medale, trzeba wygrywać z silnymi przeciwnikami - podsumował brązowy medalista mistrzostw świata z 2009 roku z mistrzostw w Chorwacji.