Z opublikowanych przez rząd Pedra Sancheza wniosków z raportu dotyczącego koronakryzysu i gospodarki w najbliższych miesiącach wynika, że przynajmniej do czerwca krajowa turystyka będzie doświadczała trudności związanych z epidemią, a wraz jej nasileniem popularne wśród urlopowiczów regiony, takie jak Wyspy Kanaryjskie, mogą spodziewać się pogorszenia sytuacji gospodarczej.

Część mediów wskazuje na nasilające się już ubóstwo w popularnych wśród wczasowiczów kurortach. Dziennik "El Mundo" twierdzi, że wraz z drastycznym spadkiem liczby turystów na skutek epidemii koronawirusa "tłumy turystów zostały zastąpione" przez długie kolejki mieszkańców po żywność.

"W wielu z żyjących dotychczas z turystyki rejonów Wysp Kanaryjskich pojawiają się teraz kolejki w miejscach, gdzie bezpłatnie wydawana jest żywność" - napisała hiszpańska gazeta.

Cytowany przez stołeczny dziennik wykładowca akademicki w dziedzinie ekonomii Jose Rivero Ceballos nie ma złudzeń, że popularne wśród turystów regiony Hiszpanii, takie jak Wyspy Kanaryjskie, mogą odrodzić się gospodarczo po koronakryzysie dopiero za kilka lat.

"Powrót do poprzedniej sytuacji może jednak opóźnić się do 2025 r." - przewiduje hiszpański ekonomista.

Jedną z bolączek Wysp Kanaryjskich jest drastyczny spadek liczby wycieczkowców docierających na ten archipelag. Pomiędzy połową marca a początkiem listopada z powodu zakazów epidemicznych nie dotarł tam żaden duży statek z turystami.

Pierwszym wycieczkowcem, który przybył do Hiszpanii po wprowadzonym tam w marcu zakazie przyjmowania dużych pasażerskich jednostek pływających, był francuski La Belle de Cadix. Na początku września odbył on rejs z Lazurowego Wybrzeża wzdłuż brzegów Andaluzji, docierając do portu w Huelvie.