Tragedia na górce

W sobotę 16 stycznia br. na Górce Szczęśliwickiej, która znajduje się na warszawskiej Ochocie, doszło do tragicznego w skutkach wypadku. Chłopiec, który zjeżdżał na sankach z górki uderzył głową w element ławki. Mimo natychmiastowej akcji ratunkowej, nie udało się go uratować. Dwunastolatek zmarł.

Jak możliwe, że doszło do tak strasznego wypadku? Przyczyny tego zdarzenia ustala warszawska prokuratura. 

- W Prokuraturze Rejonowej Warszawa Ochota w Warszawie wszczęte zostało śledztwo m.in. w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci małoletniego. Obecnie wykonano czynności procesowe mające na celu ustalenie rzeczywistego przebiegu zdarzenia. W sprawie powołany został również biegły z zakresu medycyny sądowej w celu ustalenia przyczyny zgonu małoletniego. Po wykonaniu zaplanowanych czynności dowodowych podjęte zostaną dalsze decyzje co do toku postępowania

- poinformowała nas prok. Aleksandra Skrzyniarz z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Ławki już usunięte

- Miejsce, w którym doszło do tego tragicznego wypadku nie nadaje się do jazdy na sankach - mówi nam Monika Beuth-Lutyk, rzeczniczka prasowa Urzędu Dzielnicy Ochota m. st. Warszawy.

Na dowód tego pokazuje nam zdjęcie z miejsca, gdzie doszło do tragedii:

- To miejsce nie nadaje się do jazdy na sankach, przede wszystkim dlatego, że od tej strony Górka Szczęśliwcka, sama w sobie wysoka, jest dosyć stroma, a więc jedzie się bardzo szybko, a na dole nie ma miejsca żeby bezpiecznie wyhamować - jest chodnik, a zaraz za nim ogrodzenie kościoła (cegły i metalowe pręty), rośnie sporo drzew, stoją latarnie. Na sankach jeździ się po drugiej stronie górki, obok stoku narciarskiego ale chyba tłok, który tutaj panował, spowodował, że szukano innych miejsc do zjeżdżania

- wyjaśnia Beuth-Lutyk.

Niestety, mimo, że miejsce nie powinno być użytkowane przez osoby zjeżdżające na sankach, wciąż wiele osób - głównie dzieci - z niego korzysta. 

Urząd Dzielnicy zapewnia, że podjął już pierwsze działania zmierzające ku poprawie bezpieczeństwa w tym miejscu. Oddajemy głos rzeczniczce prasowej urzędu:

"Wspólnie z policją wczoraj przeanalizowaliśmy jak zabezpieczyć to miejsce, jednak nie po to, żeby można było jeździć bezpiecznie, tylko wręcz przeciwnie - żeby uniemożliwić w tym miejscu jazdę na sankach. Ławki i betonowe kosze zostały już usunięte z tej strony górki"

Tu nie wolno zjeżdżać!

Jak w przyszłości zapobiec tego typu zdarzeniom? Urząd Dzielnicy na warszawskiej Ochocie ma już pewną koncepcję. 

- Staramy się wypożyczyć/wynająć szybko siatki, które służą do wyznaczania tras narciarskich, żeby zagrodzić to zbocze górki w poprzek, aby dać wyraźny sygnał, że w tym miejscu nie wolno zjeżdżać. Docelowo myślimy o nasadzeniach pasów zieleni, żeby nikogo nie korciło, żeby tu przychodzić z sankami

- wymienia Monika Beuth-Lutyk. 

- Mamy świadomość, że nie jesteśmy w stanie uchronić wszystkich przed wypadkami, ale musimy zareagować na to, co się stało. Koniecznie też apelujmy wszyscy o rozwagę, bo dawno niewidziany śnieg plus brak wyjazdów na ferie spowodował zimowe szaleństwa w parkach i na każdych pochyłościach, które bardzo często kompletnie nie nadają się do zjeżdżania

- dodaje rzeczniczka ratusza, przyznając:

"Jesteśmy wszyscy wstrząśnięci tym tragicznym wypadkiem i ogromnie współczujemy rodzinie i bliskim zmarłego chłopca"