Opozycjonista na wojnie z carem 

  

Aresztowanie Aleksieja Nawalnego to kolejny sygnał ostrzegawczy dla świata zachodniego, by wyciągnąć wnioski. Władimir Putin testuje granice, które może przekroczyć. Skoro świat nie zareagował należycie na zielone ludziki na Krymie i Ukrainie, budowę Nord Streamu 2 i otrucie wroga Kremla, trudno spodziewać się czegoś więcej niż słowa. 

Oto widzimy na fotografii, jak prezydent i premier Federacji Rosyjskiej w towarzystwie patriarchy Cyryla z zadartymi w górę głowami czekają na coś. „Gdy z przyjaciółmi czekasz na przylot samolotu” − zakpił Nawalny na Twitterze tuż przed powrotem do ojczyzny. Żartował proroczo, zdając sobie sprawę z tego, co go może czekać po tym, jak postanowił opuścić Berlin. 

Dlaczego wrócił? 

Po wylądowaniu na lotnisku Szeremietiewo 17 stycznia został zatrzymany przez „smutnych panów” na podstawie listu gończego. Rosyjskiemu opozycjoniście grozi teraz kilka lat więzienia. Wcześniej milicja zatrzymała kilkudziesięciu uczestników wiecu poparcia dla Nawalnego, którzy skrzyknęli się w mediach społecznościowych i przybyli na lotnisko Wnukowo. 

By nie potęgować wrażenia szykan z jednej strony i nie budować aury wpływowego opozycjonisty z drugiej, rosyjskie władze zdecydowały o przekierowaniu lotu do portu Szeremietiewo. „Aleksiej Nawalny wiedział, że zostanie aresztowany, gdy tylko postawi stopę na rosyjskiej ziemi, i nie miał złudzeń, co to może oznaczać. Był przecież za granicą od sierpnia, ponieważ polityczni gangsterzy prezydenta Władimira Putina zatruli go, ale nie zabili tylko dlatego, że pilot przekierował lot do Omska, a lekarze utrzymywali go przy życiu do czasu, gdy mógł zostać ewakuowany do Niemiec. Jak na ironię jego lot został ponownie przekierowany w niedzielę: tym razem przez władze rosyjskie, które obawiały się, że na lotnisku w Moskwie, gdzie miał wylądować jego samolot, zgromadzi się gościnny tłum” − czytamy w ciekawej relacji „New York Timesa”. 

Nawalnemu grozi co najmniej 3,5 roku więzienia za rzekome oszustwa finansowe, prawdopodobnie do końca stycznia będzie w areszcie. Po tym, jak w sierpniu ub.r. cudem uniknął śmierci, a w dodatku ujawnił prawdę o zamachowcach z FSB, którzy potraktowali go nowiczokiem, można spodziewać się długoletniego wyroku, a nawet zesłania do kolonii karnej. Wszyscy zadają sobie jedno pytanie: dlaczego Nawalny wrócił, skoro wiedział, co go czeka ze strony kremlowskich służb? Skoro nie znamy na nie odpowiedzi, to pozostają nam tylko domysły. Nawalny postanowił dać przykład i odważnie zwrócić uwagę na bezprawie i próby likwidacji osobistych wrogów Putina. Relacje na żywo z lotu Nawalnego śledziło grubo ponad pół miliona osób, a nowe technologie są tak rozwinięte, że maszyny z opozycjonistą na pokładzie wypatrywało wielu obserwatorów na portalu ­FlightRadar. Nawalny był pod lupą od wylotu z Berlina aż do feralnego zatrzymania w Moskwie. I to jest oczywiście zła informacja dla Putina, ale... 

Krwawe prezenty dla Putina

Głosy oburzenia płyną niemal ze wszystkich krajów. Krótkie oświadczenia po zatrzymaniu Nawalnego wystosowali prezydent Andrzej Duda, premier Mateusz Morawiecki, szef MSZ Zbigniew Rau. Mocne słowa popłynęły wspólnie od przywódców Litwy, Łotwy i Estonii. Wypuszczenia Nawalnego domagał się amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo, przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel dodawał zatrzymanemu otuchy, a Donald Tusk napisał, że skoro opozycjonisty nie złamał nowiczok, to i areszt odniesie dokładnie taki sam skutek. 

Wszystko pięknie, solidarność w gestach ma znaczenie, ale to zdecydowanie już nie wystarcza. Świat zachodni musi podjąć zdecydowaną walkę z reżimem, który w sowieckim stylu rozprawia się z politycznymi przeciwnikami. Nawalny przecież nie był pierwszą i zapewne nie ostatnią ofiarą FSB. Aleksandr Litwinienko za zdradę „firmy”, czyli ucieczkę ze służb, w 2006 r. został otruty polonem w scenariuszu godnym najlepszych powieści szpiegowskich. W lutym 2015 r. Borys Niemcow został zastrzelony tuż pod murami Kremla, a zamachu do dzisiaj nie wyjaśniono. Warto przypomnieć, że funkcjonariusze rosyjskiej bezpieki sprawili prezent urodzinowy Władimirowi Władimirowiczowi i zastrzelili niezależną dziennikarkę Annę Politkowską przed jej mieszkaniem. Heroiczna publicystka opisywała brutalność wojny w Czeczenii, ujawniała niewygodne fakty o zamachu na teatr na Dubrowce, który miał być inspirowany przez wyszkolone oddziały FSB. 

Zachód mówi, ale nie działa

Wystarczą tylko trzy najgłośniejsze przykłady rozprawy z wrogami, a dodajmy jeszcze imperialny atak na Gruzję, gdy oczy świata na wojska rosyjskie skierował prezydent Lech Kaczyński w Tbilisi, wzniecanie wojny na Ukrainie i bezprawną aneksję Krymu, a także Nord Stream 2, godzący w bezpieczeństwo  energetyczne Europy Środkowo-Wschodniej. Gdyby nie sankcje nałożone przez odchodzącego w niesławie z urzędu prezydenta USA Donalda Trumpa i administrację Białego Domu, rosyjsko-niemieckie rury na Bałtyku wypełniłyby się gazem z pominięciem Ukrainy. Czy przywódcy zachodni jakkolwiek zareagowali, wychodząc poza sferę słów? No właśnie, nie. Putin traktowany jest jako integralny przywódca Federacji Rosyjskiej. Z jednej strony wszyscy go krytykują, ale z drugiej nie robią niemal nic, by wspomóc wysiłki prodemokratyczne w Moskwie. Na domiar złego pełna hipokryzji jest postawa niemieckich elit politycznych w stosunku do Nord Streamu 2. Wbrew wszelkim faktom kanclerz Angela Merkel wciąż przekonuje o biznesowym, a nie geopolitycznym wymiarze inwestycji. Niemieckie firmy szukają prawnych kruczków, by budowa gazociągu była możliwa, mimo ostrych sankcji ze strony Stanów Zjednoczonych. Tak wygląda solidarność mocarstw w pigułce. 

Dlatego byłbym ostrożny z ferowaniem wyroków, że oto mamy do czynienia z powolnym końcem Władimira Putina. Prezydent Federacji Rosyjskiej ma w garści wszystkie instytucje państwa, a Nawalny jest tylko jeden. Nawet sprytne nagranie przez opozycjonistę funkcjonariuszy FSB, którzy − zupełnie nieświadomi, kim jest rozmówca − przyznali się do zbrodni, nie zmieniło międzynarodowej postawy w stosunku do Kremla. Przypominają się też nadzieje sprzed lat, gdy Putin zamienił się stanowiskami z Dmitrijem Miedwiediewem. Dla wielu mediów − w tym „Gazety Wyborczej” − był to dowód na historyczną liberalizację, odwilż w systemie państwa rosyjskiego. Czas w niezwykłym tempie brutalnie zweryfikował te pobożne życzenia. 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts