"Dwa lata temu przez całą zimę czekaliśmy na mrozy, czekaliśmy też rok temu – i nie doczekaliśmy się. Jesienią ubiegłego roku zastanawialiśmy się, czy zostawić winogrona na wino lodowe, skoro dwa lata z rzędu się nie udało. Zaryzykowaliśmy i bardzo się cieszymy"

– powiedział Jacek Turnau z winnicy w Baniewicach (Zachodniopomorskie).

Aby można było zebrać owoce na wino lodowe, temperatura musi spaść do -7, -8 stopni Celsjusza. W nocy z niedzieli na poniedziałek w winnicy było -11 stopni.

"Winogron na wino lodowe nie zbiera się jesienią, zostawia się je na krzewach. Muszą to być winogrona bardzo zdrowe i takie, które mają wysoką kwasowość (u nas taką odmianą jest Johanniter). Czekamy wtedy przez grudzień i styczeń, aż temperatura odpowiednio spadnie. Zbiory odbywają się nocą, bo wyciskanie moszczu też musi odbywać się przy minusowej temperaturze"

– wyjaśnił Turnau.

Winogrona zebrane w winnicy przewożone są do winiarni, a tam zasypywana jest nimi prasa. Kiedy się napełni, następuje proces wyciskania, który w przypadku win lodowych może trwać ok. 8 godzin. Wyciśnięty moszcz przepompowywany jest do kadzi. Kolejnym etapem jest ściśle nadzorowana fermentacja, która trwa około dwóch tygodni.

Jak dodał współwłaściciel winnicy, w porównaniu z winami, które wytwarza się przy zbiorach jesiennych, moszczu z winogron zbieranych zimą jest niewiele – ze 100 kg winogron zebranych jesienią wyciska się ok. 70 l moszczu, a z tej samej ilości winogron "zimowych" moszczu otrzymuje się niecałe 20 l.

"Myślę, że z tegorocznych zbiorów powstanie około 900 małych butelek (0,375 l). Ale cieszymy się, że winobranie się udało, bo poprzednia partia wina już się nam skończyła"

– dodał Turnau. Wskazał, że goście winnicy często pytają o wino lodowe, szczególnie ze względu na metodę powstawania, ale także na smak – jest bardzo słodkie.

Wina z poniedziałkowego zbioru mają być gotowe jeszcze w tym roku. Jak wskazują producenci, wino lodowe może być przechowywane nawet 30 lat.