Koncern Pfizer zapowiedział w piątek, że na przełomie stycznia i lutego, przez trzy do czterech tygodni, spowolni dostawy szczepionek przeciw Covid-19 do państw UE i wytłumaczył to koniecznością przeprowadzenia prac remontowych w fabryce Puurs w Belgii, gdzie szczepionki są produkowane. Zapowiedziano, że 25 stycznia koncerny Pfizer i BioNTech powrócą do pierwotnego harmonogramu dostaw szczepionek do UE, a 15 lutego rozpoczną się zwiększone dostawy preparatów.

Wójcik zapytany w Radiu Zet, czy w kancelarii premiera jest obawa, że w związku z ograniczeniem dostaw proces szczepień będzie opóźniony, powiedział, że poza telefoniczną informacją nadal nie ma oficjalnej wiadomości o ograniczeniu dostaw i zwrócił uwagę na zapewniania producenta, że sytuacja jest tymczasowa i zostanie "nadrobiona".

- Sygnał przynajmniej telefoniczny był, że od poniedziałku te szczepionki będą przesyłane w znacznie mniejszej liczbie, że to jest spowodowane podobno zmianami procesów technologicznych w tej firmie, i że (...) jednak w lutym, w marcu zostanie nadrobiony ten czas

- powiedział.

Według niego, "w momencie, kiedy rzeczywiście oficjalnie będziemy wiedzieli ile mniej tych szczepionek jest, tak trzeba będzie dostosowywać harmonogram szczepień", co według niego może okazać się za dwa dni.

- Natomiast mamy nadzieję, że nie będzie jakichś znacznych zmian, bo ten system był przygotowywany i to długo, on zafunkcjonował, praktycznie od wczoraj to ma charakter masowy, jeżeli chodzi o szczepienia. I chcielibyśmy jednak realizować je zgodnie z tym harmonogramem

 - powiedział Wójcik.

Pytany, czy kancelaria premiera będzie interweniowała u producenta, a także - jak inne kraje - u szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, odparł, że to nie zależy od niego.

- Bardziej tutaj należy patrzeć na to pod kątem osoby odpowiedzialnej za logistykę, czyli szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michała Dworczyka, a także ministra zdrowia Adama Niedzielskiego, którzy bezpośrednio odpowiadają za tworzenie całego systemu

- odpowiedział. Podkreślił, że nie jest winą rządu, że producent zdecydował się na ograniczenie produkcji szczepionek z powodów technologicznych.

Na uwagę, że prawdopodobnie w KPRM "zrobiło się trochę nerwowo w związku z tą sytuacją i nie ma mowy, żeby w tej chwili wydawać z magazynów zapasy zarezerwowane na drugą dawkę szczepionki", minister odparł:

"To pokazuje, że droga, którą Polska wybrała była znacznie lepsza, mądrzejsza"

- Na samym początku (szczepienia) niektórzy mówili, że trzeba rozdysponować od razu wszystkie szczepionki, które trafiły do danego kraju, a potem poczekamy na drugą dawkę. (...) To była słuszna decyzja, jak widać, żeby magazynować połowę tych szczepionek, żeby bezwzględnie drugą dawkę osoby zaszczepione pierwszą dawkę dostawały z rezerwy odłożonej w Agencji (Rezerw Materiałowych)

 - powiedział wiceszef Solidarnej Polski.