Siedem tysięcy policyjnych pistoletów do naprawy

  

Będzie śledztwo w sprawie wadliwych pistoletów Walther P99 używanych przez policję. W siedmiu tysiącach tego typu broni wykryto wady, które mogą być niebezpieczne dla funkcjonariuszy. Kontrola trwa.

Prokuratura Rejonowa w Legionowie prowadzi dochodzenie w sprawie wypadku, do którego doszło podczas ćwiczeń strzeleckich w szkole policyjnej. 5 grudnia jeden ze słuchaczy Centrum Szkolenia Policji został ranny podczas zajęć na strzelnicy. Od pistoletu Walther P99, którym się posługiwał, odskoczyła zaślepka i raniła go w oko i w czoło.

Prowadzimy dochodzenie o niedopełnienie obowiązków służbowych wynikających z przepisów o BHP – informuje prokurator Ireneusz Ważny. Chodzi o spowodowanie zagrożenia dla zdrowia i życia. Dokonano już przesłuchań. Obecnie śledczy czekają na ekspertyzy biegłych rusznikarzy i lekarzy.

Ważny zapowiada, że jeżeli w trakcie obecnie wykonywanych czynności prokuratura uzyska informacje o uszkodzeniach w innych egzemplarzach pistoletu Walther P99, podejmie dochodzenie w tej sprawie. Nie podjął jeszcze decyzji, czy będzie je prowadziła prokuratura w Legionowie, czy przekaże ją do prokuratury w Radomiu, gdzie znajduje się fabryka produkująca tę broń.

Sprawa wydaje się już przesądzona. Bo do tej pory w wyniku kontroli waltherów zarządzonej przez Komendę Główną Policji wykryto aż 7 tys. wadliwych egzemplarzy. Tylko w szkole policyjnej w Legionowie wycofano 200 pistoletów. Policja dysponuje aż 27 tys. sztuk tego typu broni. Wszystkie są sprawdzone przez rusznikarzy.

Z kontroli wynika, że niektóre walthery P99 produkowane na niemieckiej licencji w radomskim Łuczniku mają mikropęknięcia na zaślepce z tyłu pistoletu. Podczas strzału może ona zostać odrzucona i ranić funkcjonariusza.

Producent broni przekonuje, że wada nie niesie bezpośredniego zagrożenia dla użytkownika. – To prawda, o ile element odrzucony podczas oddawania strzału nie trafi funkcjonariusza w oko, uszkodzenia nie będą poważne. Nie na tym jednak polega problem. Policjant musi mieć w stu procentach sprawną broń. Jeżeli podczas akcji będzie ona niesprawna, to napastnik może wykorzystać sytuację i zabić funkcjonariusza – mówi były oficer BOR‑u i instruktor strzelecki. I dodaje: Broń służy do zabijania. Jeżeli policjant nie zabije napastnika, to sam może stracić życie. A przecież ochrona życia obywateli oraz funkcjonariuszy jest najważniejsza.

Zakup przez policję waltherów P99 w 2008 r. wzbudził wiele kontrowersji wśród funkcjonariuszy. Wielu z nich wolałoby austriackiego glocka. – Walther nie jest złym pistoletem, ale glock to „kałasznikow” wśród pistoletów. Jest niezawodny – mów nasz informator.

Walthery z wadą mają być naprawione przez Fabrykę Broni Łucznik.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie


Wczytuję komentarze...

Poeta oskarża: UE dokonuje siłowej transfuzji chorej krwi do zdrowego polskiego organizmu - WIDEO

Maciej Rembarz / niezalezna.pl

  

Jesteś dumny, że skończyłeś polonistykę w PRL? Gówno, chłopcze! Skończyłeś skrócony kurs polonistyczny, napisany przez agitatorów. Inteligencja nie może być wiernopoddańcza i przytakiwać dobrze uposażonym urzędnikom. Mówią, że mamy cieszyć się wolnością. A stajemy się co raz bardziej zniewoleni. Myślimy jakimiś stemplami brukselskimi, które nam na tyłkach odciskają. Powtarzamy cudze marzenia, cudze pragnienia, cudze chęci. Gdy wyzbędziemy się własnych snów, niewiele nam zostanie – mówi poeta Maciej Rembarz. Przed bagnem elit III RP uciekł do Puszczy Noteckiej, gdzie hoduje kozy. Odnalazł go tam Piotr Lisiewicz, a unikalną rozmowę z poetą obejrzeć można poniżej.

Macieja Rembarza słuchać można godzinami.

Fascynujemy się wielkimi oryginałami w polskiej kulturze, jak Witkacy, Sergiusz Piasecki czy Marek Hłasko. A nie wiemy, że tacy żyją i dziś, gardząc tanią popularnością. Taką legendą jest Maciej Rembarz, który siedział w więzieniu, pracował w ZOO i sprzedawał miody na Rynku Jeżyckim. A teraz zaszył się w puszczy i pisze wiersze, o których nie mówi się na salonach, a kiedyś zostaną uznane za może najlepsze, co dziś powstaje. Taki jest tomik „Wiersze z oddechu Przybyszewskiej”

– mówi Piotr Lisiewicz, który wyciągnął poetę z puszczy.

Za komuny wyrzucono go ze szkoły, bo mówił uczniom prawdę o Katyniu. W komunizmie pisał do szuflady, w III RP jego pierwsze tomiki uznano za sensację, wydał je „Czas Kultury”, któremu szefował Rafał Grupiński. Ale szybko zaczął oddalać się od tego świata.

Już wtedy zauważyłem, że to środowisko literackie tak trochę „kląska”. To są takie słowicze trele, słodkie, ale co raz słabsze. Bez świeżego powietrza bazaru, kultura nie ma szans

– wspomina.

Po 2010 r. nazywa siebie „sektą smoleńską”. Konformizm elit III RP uznał za stan nie do zniesienia. Dziś mówi:

Myślę, że to co wyprawia z nami UE, to taka siłowa transfuzja. Przepompowywanie chorej krwi do zdrowego organizmu. Tak zwana polska inteligencja – tak zwana, bo jej daleko do prawdziwej – po prostu idzie jak cielęta a rzeź. Ufa. To jest jakoś epidemia, amnezja dziwna, która nie potrafi wyciągnąć wniosków, nie pamięta co to jest zależność. Powstała taka melasa, której ani nie można kopnąć w dupę, ani wyrzucić za drzwi. No bo to jest coś nieokreślonego.

Obejrzyj poniżej mocną rozmowę z Maciejem Rembarzem:

 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl,

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl