Dziś ciąg dalszy negocjacji rządu ze związkami zawodowymi na temat reformy górnictwa. Rozmowy toczą się z udziałem prezesów spółek węglowych, a delegacja rządowa przybyła w mocnym składzie na czele z wiceministrem aktywów państwowych i pełnomocnikiem rządu ds. transformacji spółek energetycznych i górnictwa węglowego Arturem Soboniem. 

Przed spotkaniem związkowcy wyrazili nadzieję, że w końcu padną konkrety a umowa będzie pokazywać, jak rząd zamierza zastąpić miejsca pracy utracone w górnictwie i innych ciężkich branżach na skutek restrukturyzacji prowadzonej pod naciskiem UE. 

- Jesteśmy nieusatysfakcjonowani propozycjami rządowymi, brakuje tam bowiem konkretów. Strona społeczna rozważa możliwość wystąpienia z własnym projektem umowy społecznej - zaznacza Wacław Czerkawski, przewodniczący Rady OPZZ województwa śląskiego. 

Swoje propozycje przygotowała też Solidarność. Związkom chodzi przede wszystkim o ochronę miejsc pracy. Sytuacja w tym zakresie pogarsza się bowiem w regionie. W listopadzie 2020 r. liczba zarejestrowanych bezrobotnych w ujęciu r/r wzrosła aż o 35,3 proc. do poziomu 89,5 tys. osób. Stopa bezrobocia wynosząca od kilku miesięcy 4,8 proc. jest najwyższa od maja 2018 r. a dynamika rynku pracy wciąż spada – zwracają uwagę naukowcy z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.

Dlatego, jak powiedział Bogusław Hutek, szef górniczej Solidarności, trzeba umowę z 25 września ubr. zapełnić treścią. 
 

- Na razie nie ma jej zbyt wiele, a zapisy są zbyt ogólnikowe - zaznaczył. - Jedną z najważniejszych kwestii, której wyjaśnienia będziemy się domagać, są planowane inwestycje w energetyce węglowej. Nasze zespoły przygotowały rekomendacje, żeby rewitalizować elektrownie w Rybniku i Łaziskach Górnych pod kątem węgla. Jeśli kopalnie mają działać przez kolejne 29 lat, to muszą gdzieś sprzedawać ten węgiel, musi być na niego zbyt

podkreślił. 

Dla związkowców ważnym problemem jest także rosnący import energii. - W minionym roku pobiliśmy kolejny rekord importując 14 TWh energii. To przekłada się na miliony ton węgla z polskich kopalń, które nie zostały spalone. Bez rozwiązania tego problemu trudno sobie wyobrazić, że kopalnie będą funkcjonować do 2049 r. - alarmuje Hutek. Konkretów domaga się też Czerkawski. 

- Sam projekt umowy, który otrzymaliśmy, to jedynie trzy kartki. Tymczasem jedną z kluczowych tutaj spraw jest ustanowienie terminów zakończenia wydobycia w poszczególnych kopalniach - stwierdził w rozmowie z portalem Nettg.pl. - Podczas rozmów padał nawet 2051 r., jako ostateczny rok zakończenia wydobycia. Dlatego, jeżeli mogę sobie wyobrazić jakieś zmiany, to jedynie podwyższenie tych dat w górę, ale na pewno nie przesunięcie w dół  

dodaje.

Dla związków ważną kwestią do rozwiązania jest też uszczegółowienie zapisów dotyczących programu osłon socjalnych. - Póki co, to jest zrobione jedynie hasłowo i nie ma żadnych konkretów. W ogóle w dokumencie, który otrzymaliśmy, jest za dużo chciejstwa, a za mało konkretów i faktów, które pozwolą nam wprowadzić program restrukturyzacji górnictwa. W umowie społecznej nie ma np. mowy o jej uzgodnieniu z Polityką Energetyczną Polski. Nie mamy również na razie polskich ustaw sejmowych, które by zezwalały na subsydiowanie węgla. No i pozostaje jeszcze kwestia zgody UE. Wszyscy oczywiście zdajemy sobie sprawę, że ona może zostać udzielona dopiero wtedy, kiedy zostanie podpisana umowa społeczna, natomiast sama umowa bez tej zgody jest nic niewarta. Problem polega jednak na tym, że na nasze pytania, na jakim etapie są rozmowy polskiego rządu, jedyna odpowiedź jest taka, że UE nie mówi „nie”. To trochę za mało – mówi Czerkawski.

Sytuacja gospodarcza Śląska pogarsza się z miesiąca na miesiąc - potwierdza to jednoznacznie analizy naukowców, którzy wspólnie z Urzędem Marszałkowskim Województwa Śląskiego przygotowali  kolejny już komentarz dotyczący regionu śląskiego. Nabardziej niepokojąca jest sytuacja na rynku pracy. 

„Jednocześnie nie ulega wątpliwości, że podstawowe wskaźniki opisujące rynek pracy nie prezentują pełnego obrazu  - np. nie odzwierciedlają utraty pracy dorywczej lub braku dochodów z samozatrudnienia. Bardziej precyzyjnej oceny będzie można dokonać w okresie nadchodzących kilku tygodni, kiedy dostępne będą nie tylko roczne dane z urzędów pracy, ale także z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych” – napisano w analizie. 

Według komentarza, w końcówce 2020 r. w gospodarce województwa śląskiego przedświąteczny optymizm przeplatał się z obawami związanymi z ograniczeniami działalności w wybranych branżach i oczekiwaniem na decyzje, co do zakresu restrykcji w okresie zapowiadanych masowych szczepień. „Ograniczenie zatrudnienia r/r w sektorze przedsiębiorstw, w których liczba pracujących przekracza 9 osób, było bardziej dotkliwe dla województwa śląskiego niż przeciętnie dla kraju” – czytamy w komentarzu.

Jego autorzy zwracają też uwagę na fakt, iż utrzymuje się przestrzenne zróżnicowanie bezrobocia w regionie. Jednocześnie szacowana przez WUP dynamika zmian m/m wskazuje na to, że bezrobocie szybciej rośnie w dużych ośrodkach miejskich do tej pory uznawanych za „bezpieczne” w perspektywie rynku pracy. „Może oznaczać to, że kryzys dotyka wszystkich – wcześniej lub później” - podkreślają naukowcy. 

Jednocześnie w komentarzu podkreślono, że należy zwrócić uwagę, iż „komponenty wyprzedzające są wyraźnie niższe od bieżących”, co wskazuje w dalszym ciągu na dużą dozę pesymizmu wśród przedsiębiorców.

To wszystko bardzo niepokoi związkowców, którzy chcą konkretnego planu ratowania śląskiej gospodarki. Przypomnijmy, że górnicza umowa społeczna miała być gotowa w połowie grudnia minionego roku, ale termin nie został dotrzymany. Związkowcy spotkali się ze stroną rządową 15 grudnia ubr., ale strony ustaliły jedynie, że wypracowanie i podpisanie umowy zostanie przesunięte na luty.
 



Artykuł pochodzi ze strony filarybiznesu.pl