Wczoraj rząd ogłosił utrzymanie obostrzeń epidemicznych do 31 stycznia. Przedsiębiorcy w całym kraju apelują o zmianę decyzji, powołując się na straty nie do odrobienia. Na Podhalu z kolei zrodziła się akcja „Góralskie veto” - przedsiębiorcy z południa Polski zapowiadają otwarcie biznesów po 17 stycznia.

- Restrykcje są niekonstytucyjne i bezprawne. My stoimy w prawie, a rząd jest rebeliantem. My do rebelii rządu nie chcemy się przyłączać - powiedział dziś Sebastian Pitoń, inicjator akcji protestacyjnej „Góralskie veto”.

Akcjo "Góralskie veto" - do dialogu!

Scenariusz otwarcia biznesów po 17 stycznia na południu Polski rodzi zasadne obawy o wzmożoną transmisję wirusa. Z pytaniem w tej sprawie zwróciliśmy się do prezesa Warszawskich Lekarzy Rodzinnych dr. Michała Sutkowskiego.

- Namawiałbym do dyskusji z rządem, do wzajemnych rozmów i do wyjścia z sytuacji poprzez dialog, a nie poprzez nieposłuszeństwo obywatelskie. Wszyscy mamy swoje argumenty i metody komunikacji. Wykorzystajmy je w dobrej wierze i dla dobra sprawy. Jako lekarz, nie mogę nie zwrócić uwagi na trwającą epidemię, i że tego typu sytuacja (otwarcie biznesów -red.) tę pandemię będzie jednak nakręcała

- powiedział nam.

Zaznaczył, że sam nie jest zwolennikiem pełzających lockdownów. - W mojej opinii skuteczniejsze byłyby krótkie, ale intensywne lockdowny, z których wychodzilibyśmy z większą kulturą epidemiczną - ocenił.

- Jeżeli zdecydowalibyśmy się na społeczny pakt, że będziemy się pilnować, wszystko trwało by dwa, trzy tygodnie. Po tym moglibyśmy otworzyć wszelkie biznesy

- mówił dr Sutkowski, zaznaczając przy tym, że to "utopijna wizja".

Panie Pitoń, nie pitol!

W porannej rozmowie z red. Beatą Lubecką Pitoń przyznał też, że przeszedł zakażenie koronawirusem. - Sam chorowałem na koronawirusa. To lekka, przyjemna choroba - powiedział.

Dr Sutkowski pytany o opinię Pitonia zaapelował, że „nie można takich rzeczy opowiadać, bo to szkodliwe społecznie”.

- Temu panu się tak zdarzyło, chwała Bogu, ale wielu moich znajomych, przyjaciół, umarło z powodu Covid-19. Wyrażając nawet słuszny protest, nie można mówić takich rzeczy. Strona społeczna nie powinna włączać się w dyskusję naukową. Bądźmy stroną społeczną, a nie zachowujmy się jak specjaliści od koronawirusa. Brak odpowiedzialności i konsekwencji za słowa skutkuje tym, co mamy w Polsce

- zaznaczył Sutkowski.

- Namawiam do dialogu. To często trudny dodatek do demokracji, ale niezbędny, byśmy nie strzelali do siebie na ulicach - zakończył.