Niezalezna.pl: - Sukcesy, uznanie i sława. Dwanaście miesięcy temu pewnie nawet nie odważył  się  Pan marzyć, że 2020 rok będzie tak udany dla Igi?

Tomasz Świątek: - Absolutnie się tego nie spodziewałem! To bardzo miłe... Były momenty, że martwiłem się, że za dużo tego wszystkiego, że przez ten cały szum Iga może się zmienić. Na szczęście te obawy były kompletnie nieuzasadnione. Córka patrzy na wszystko chłodnym okiem. Nie ekscytuje się poklepywaniami po plecach i nagrodami. Podchodzi do wszystkiego normalnie. Oswoiła się z tym, że dowody uznania to pochodna jej pracy na korcie.

Nie chce mi się wierzyć, że królowa polskiego sportu nie ma specjalnych życzeń, fanaberii, nie stroi fochów. Jak to królowe maja w zwyczaju...

Naprawdę! Iga w bardzo pozytywny sposób wydoroślała. Patrzy inaczej na życie poza kortem i sprawy czysto sportowe. Nawet pieniądze nie przewróciły jej w głowie. Nie zauważyłem żadnych niepokojących symptomów. Nie ma sytuacji, że nagle wyskakuje – o , to jest fajne. Idę to kupić! Żyje normalnie.

To kwestia wychowania, wartości wyniesionych z domu?

Nie da się wszystkiego przełożyć na wychowanie. Co prawda wiele rzeczy ustalamy razem, ale Iga to już dorosła kobieta. Jest bardzo świadoma, wie czego chce. Ma swoje zdanie i ja jako ojciec nie mogę mieć decydującego głosu. Tak samo, jako szef teamu. W zespole większość decyzji podejmujemy wspólnie. Nie wybiegam przed Igę , trenerów czy psychologa. Bez sensu byłoby narzucać im swoje opinie. Tą łódką płyniemy wspólnie i wspólnie trzymamy za ster.

Zrobił Pan wielką półkę na te wszystkie puchary, statuetki i nagrody, które Iga zdobyła w minionym roku?

Półka może nie wystarczyć (śmiech). A tak na poważnie, to jestem na etapie remontu domu, który zacząłem już jakiś czas temu. Wszystkie trofea Igi, te z początków kariery i czasów juniorskich, które w leżą sobie spokojnie w pudłach w piwnicy oraz najnowsze nagrody zamierzam ustawić w specjalnym regale. To będzie taka dokumentacja tenisowych osiągnięć Igi.

Po otrzymaniu nagrody dla najlepszej polskiej sportsmenki, Iga napisała na Twitterze, że żałuje jednego - że podczas uroczystego wieczoru nie zdążyła sobie zrobić zdjęcia z Beatą Kozidrak. Córka jest fanką Bajmu?

Słucha każdej dobrej muzyki. Wydaje mi się, że na gali „Przeglądu Sportowego” siedziała blisko sceny i występ pani Beaty zrobił na Idze wrażenie. Stąd pomysł na wspólne zdjęcie. Ale za bardzo nie było na to szans. Po mini koncercie Beata Kozidrak zniknęła za kulisami, a my nie naciskaliśmy żeby do niej dotrzeć. Ale z tego co wiem menedżerowie obu pań już się dogadali i niebawem Iga spotka się z wokalistką Bajmu.

A Pan czego słuchał w czasach swojej kariery wioślarskiej?

Różnych wykonawców. Do najbardziej ulubionych należała na przykład grupa Depeche Mode. I co ciekawe, Iga coraz częściej i chętniej sięga po utwory mojej młodości. Zdarza się, że gdy jedziemy razem samochodem, to z playlisty w telefonie puszcza utwory, które oboje lubimy.

Treningi, turnieje, mecze... W tym natłoku zajęć córka ma jeszcze czas na jakieś pozasportowe hobby?

Dużo czyta. Jeśli spodoba jej się książka jakiegoś autora, to sięga po jego kolejne pozycje. Poza tym zbiera płyty winylowe. Oddałem jej wiele swoich. Może stąd ta jej sympatia do „mojej” muzyki.

Nagrody, wyróżnienia to jedno, ale już 8. lutego rozpoczyna się Australian Open. Na jakim etapie są przygotowania do turnieju?

Idą pełną parą. Na dniach córka wyjeżdża do Australii. Od 15 stycznia w Melbourne będzie już przebywać w pełnej kwarantannie. Z powodu obostrzeń w przepisach sanitarnych był problem, by z Igą na turniej wyjechał cały sztab. Na szczęście udało się je pokonać i na Antypodach będzie cała ekipa, która towarzyszyła Idze podczas French Open.

Koronawirus z eliminacji Australian Open wyeliminował Magdalenę Fęch. W Melbourne zabraknie też Rogera Federera. Jak Iga radzi sobie w czasach pandemii?

Ogólnie, całkiem znośnie. Wiadomo, że nie biega po mieście. Z uwagi na bezpieczeństwo, do niezbędnego minimum ograniczyła kontakty z ludźmi spoza teamu. Maseczka, odkażanie rąk, To już standard. Cóż, po prostu musi uważać.

Powoli kończąc, to kto jest najlepszym polskim sportowcem – Iga Świątek czy Robert Lewandowski?

Z wyników plebiscytu PS wynika, że Robert... Ale nie możemy porównywać tenisa i piłki nożnej. „Lewy” jest uzależniony od kolegów z drużyny. Choć to wielki piłkarz, to oni pracują na jego sukces. Gdy nie otrzymuje podań, nie strzela goli. To proste. Istnieje zależność. Jak to w sporcie zespołowym. Z Igą jest inaczej. Na korcie jest tylko ona i rywalka. Tenisistka pełną odpowiedzialność za swój występ i wyniki bierze wyłącznie na własne barki.

Iga ucięła sobie z Robertem pogawędkę. Jakim człowiekiem jest Lewandowski?

Wydaje się w porządku. Sprawia wrażenie normalnego gościa. Ale tak naprawdę nie wiem, bo go nie znamy. Podczas plebiscytowych gal laureaci prowadzą kurtuazyjne rozmowy. Takie pogawędki o pogodzie, czyli tak naprawdę o niczym. A to za mało, żeby wyrobić sobie zdanie o danym człowieku.