Projekt Prawa i Sprawiedliwości ws. odmowy przyjęcia mandatu budzi wiele zastrzeżeń ze strony prawników, a także polityków szeroko rozumianej opozycji. Mimo tych obiekcji, wicemarszałek Sejmu, szef klubu PiS Ryszard Terlecki powiedział dziś, że pomysł wydaje mu się rozsądny i logiczny, zapowiadając jednocześnie jego dalsze procedowanie.

Nowe rozwiązanie zakłada, że obywatel nie będzie mógł odmówić (jak dotychczas) przyjęcia mandatu karnego, natomiast w ciągu 7 dni będzie mógł odwołać się do sądu.

Do pomysłu sceptycznie odniósł się szef Porozumienia Jarosław Gowin. - Jako minister odpowiedzialny przede wszystkim za gospodarkę, rynek pracy nie zajmuję tutaj oficjalnego stanowiska, natomiast nie jest tajemnicą, że posłowie mojej partii z dystansem podchodzą do tej propozycji. Będziemy na ten temat rozmawiać zarówno wewnątrz partii jak i w ramach obozu rządowego - zapowiedział Gowin.

Poseł Prawa i Sprawiedliwości, który prosił nas o zachowanie anonimowości wskazał, że projekt może budzić wiele emocji i wiążą się z nim „pewne ryzyka”. Jego zdaniem, większość parlamentarzystów PiS wyraża ws. proponowanych rozwiązań duży sceptycyzm.

- Ja nie spotkałem jeszcze nikogo w Prawie i Sprawiedliwości, komu by się ten pomysł podobał. Myślę, że nikt nie „kupi tego pomysłu sam z siebie”, ale jak będzie dyscyplina to w dużej części ludzie się podporządkują. Natomiast według mojej wiedzy duża część posłów PiS uważa, że ten projekt jest niepotrzebny, niekonieczny i antagonizujący

- powiedział nam anonimowy parlamentarzysta z Prawa i Sprawiedliwości.

Zmiany zwiększą uprawnienia obywateli

O założenia projektu ustawy ws. wykroczeń spytaliśmy więc posłów klubu PiS, którzy się pod nim podpisali. 

Zdaniem posła Marcina Porzucka wbrew temu co mówi opozycja, proponowane zmiany „zwiększają uprawnienia obywateli”. – Obecnie, w przypadku jakiejś spornej sytuacji obywatel ma jedynie kilka chwil na decyzję, czy przyjmuje mandat, czy nie. Ta ustawa zmierza do tego, żeby nie miał tylko kilku chwil – minuty, dwóch – ale kilka dni – wskazywał poseł.

- Może wrócić do domu i się zastanowić. To działa w dwie strony. Jeżeli nie zgadza się mandatem, to wg projektu i tak będzie miał prawo do sądu – to prawo zostaje i ścieżka odwoławcza jest

- wyjaśniał Marcin Porzucek. Jak dodał, „są osoby, które pod wpływem stresu przyjmują mandat”, a po powrocie do domu uświadamiają sobie, że jednak miały rację i nie powinny tego zrobić. - Po przyjęciu mandatu, ścieżka, aby wrócić tę sprawę do sądu jest dosyć karkołomna – zauważył.

Według niego, propozycję zmian zawarte w projekcie „służą obywatelom”, ponieważ „zwiększają czas do namysłu od kilku chwil do kilku dni”. Zaznaczył, że aby właściwie je ocenić należy się „wczytać w proponowane przepisy”.

Porzucek jednocześnie podkreślił, że sądy są „przeładowane sprawami mniej istotnymi”, zaniedbując inne – według niego „bardziej istotne”.

Poseł wskazał, że projekt jest „punktem wyjścia do rozmów z koalicjantami”, podczas których mogą być uwzględniane kolejne postulaty. 

Odnosząc się do informacji, które uzyskaliśmy od chcącego zachować anonimowość posła PiS, który stwierdził, że wśród posłów tej partii panuje sceptycyzm wobec proponowanego projektu, poseł Porzucek ponownie podkreślił, że nowelizacja ustawy „dla ogromnej większości obywateli” stanowi „zwiększenie ich uprawnień, a nie ograniczanie”.

Zaznaczył, że konieczne jest zapoznanie opinii publicznej z treścią projektu. - Trzeba je odpowiednio przedstawić – ocenił.

To jest to dobre rozwiązanie

Kolejny z posłów, którzy podpisali projekt ustawy ws. mandatów Henryk Kowalczyk przyznał, że ważne jest przygotowanie procedowania tej nowelizacji ustawy pod względem informacyjnym, ale podkreślił jednocześnie, że „bardzo uważnie się jej przyjrzał”. – Po moich doświadczeniach w biurze poselskim, to powiem, że jestem bardzo zadowolony z tego projektu i to jest to, o co chodzi – przekonywał.

- Dotychczasowe rozwiązania, które mówiły, że można mandat przyjąć lub odmówić jego przyjęcia, właściwie były gorsze dla obywateli, dlatego, że jak ktoś mandat przyjął – nawet niesłuszny, w emocjach np. jak dochodziło do stłuczki samochodowej – zamykał sobie drogę do odwołania

- wskazywał nasz rozmówca.

- Miałem taki przypadek w swoim  biurze poselskim. Przyszła kobieta, która uczestniczyła w stłuczce z udziałem agresywnego mężczyzny. Policja przyjechała, ona przyjęła mandat, sprawę zamknięto. Później okazało się, że ten mężczyzna wykorzystywał to do dochodzenia odszkodowań ubezpieczeniowych. Z tego co ona opowiadała, można było odnieść wrażenie, że to nie była jej wina. Musiałby rozstrzygać sąd, ale ona już nie miała żadnych możliwości odwołania się, bo przyjęła mandat

- opowiadał poseł Kowalczyk.

Jak zauważył, „kiedy będzie obowiązywała nowa ustawa” w tego typu sprawach będzie „siedem dni na odwołanie”. – Bez emocji, na spokojnie może się odwołać – podkreślił.

- Będziemy mieli mniejszą ilość spraw sądowych i prawnicy-praktycy to popierają. Jestem w pełni przekonany, że jest to dobre rozwiązanie

- podsumował Henryk Kowalczyk.


W uzasadnieniu projektu, pod którym widnieją podpisy 32 mniej posłów PiS, napisano m.in., że "jak wskazuje praktyka, przeważająca większość spraw o wykroczenia wnoszonych do sądu w związku z odmową przyjęcia mandatu przez sprawcę kończy się wydaniem prawomocnego wyroku skazującego". "Poza tym odmowa przyjęcia mandatu przez sprawcę niejednokrotnie ma charakter impulsywny i nieprzemyślany, a w konsekwencji powoduje konieczność podjęcia szeregu czynności związanych z wytoczeniem oskarżenia w sprawie o wykroczenie" - czytamy.

Dlatego - jak napisano - "z tych względów proponuje się przyjęcie założenia, że grzywna nałożona mandatem karnym przez funkcjonariusza staje się wykonalna na dotychczasowych zasadach, a ukarany nie może odmówić przyjęcia mandatu". W uzasadnieniu wskazano, że ukarany będzie mógł zaskarżyć w ciągu siedmiu dni do sądu rejonowego nałożony mandat karny - w zakresie zarówno co do winy, jak i co do kary.