- Dzisiejsze święto Chrztu Pańskiego kończy liturgiczny okres Bożego Narodzenia. Szybko przenosimy się do początków publicznej działalności Pana Jezusa. Dlaczego Pan Jezus przyjął chrzest z rąk św. Jana? Przyszedł na świat, by zbawić grzeszników. Solidaryzuje się w ten sposób z grzesznikami. Choć sam jest święty, nie gardzi ich obecnością

- rozpoczął w homilii ks. pr. Bogdan Bartołd.

Przypominał, że „zostanie (Pan Jezus -red.) nazwany przyjacielem grzeszników i celników. - Ten gest jest nadzieją i otuchą dla nas wszystkich. Choćby się wszyscy od nas odwrócili, na Chrystusa zawsze możemy liczyć. Każdemu daje szanse - mówił duchowny.

- Chrzest w większości z nas przyjęliśmy jako niemowlęta w wierze Kościoła i naszych rodziców. Ale Kościoł się spodziewa, że gdy dorośniemy, sami osobiście i świadomie przyjmiemy zobowiązania wynikające z tego sakramentu. Niestety nie wszyscy to czynią - kontynuował.



Papież Benedykt XVI powiedział kiedyś:

„o ile Boże Narodzenie i Objawienie Pańskie mają przede wszystkim uczynić nas zdolnymi do widzenia, to święto Chrztu Jezusa wprowadza nas w codzienne osobiste relacje z nim. Żyjąc zgodnie ze zobowiązaniami przyjętymi na chrzcie, kiedy byliśmy niemowlętami, mamy kroczyć drogą nieustannego szukania Boga i pokornego posłuszeństwa jego świętej woli, wyrażonej w przykazaniu”.


- Niestety nie wszyscy to czynią - wskazał.

Dlaczego ludzie denerwują się dziś na Kościół?

- Dlaczego ludzie denerwują się dziś na Kościół? W Kościele obecny jest Bóg, a dla niektórych jest on nie do przyjęcia. Wiemy, że Kościół ma swoje słabości i grzechy. Niektórzy wychodzący z niego pytają: „Dlaczego się wtrącacie i ciągle przypominacie o życiu nienarodzonym? Po co mówicie o czystości przedmałżeńskiej? Ciągle upominacie się o godność człowieka” - przywoływał opinie.

- A dlaczego Europejczycy obrażają się na nas, gdy 25 grudnia obchodzimy Boże  Narodzenie?

- pytał w homilii.

- Ile razy słyszymy od ludzi: „jeśli będziecie tak dalej robić, trwać przy nauce Ewangelii, będziecie mieli puste kościoły”. Kiedy słyszę te wypowiedzi, przypomina mi się słowo starszego księdza. „Chyba lepiej byłoby, aby kościoły były puste, a był w nim Bóg, aniżeli kościoły były pełne ludzi pełnych kompromisów” - przywołał.

Rewolucja antychrześcijańska

- Protestujący w ostatnich tygodniach przeciw rodzącemu się życiu też świętowali Boże Narodzenie. Nawet pojawiły się opłatki z piorunem, banery reklamowe z choinką z piorunów… Tam się liczy rozgłos, szum, mącenie, półprawda. Trwa walka na ulicach o prawo do zabijania niewinnych istot ludzkich. To przecież jawna kpina z wartości Ewangelii życia

- akcentował dalej ks. pr. Bartołd.

- Tegoroczne Święta i dni po nich następujące przeżywamy w klimacie antychrześcijańskiej rewolucji. Jak zauważył prof. Chrostowski, jej bolesny przejaw stanowi zaprogramowany i sterowany przez siły zła licznik apostazji. To zadziwiające, jak łatwo i naiwnie niektórzy ochrzczeni odrzucają to, co pochodzi od Boga, idąc za podszeptami ideologów, którzy chcą zając miejsce Boga w życiu człowieka - mówił.


10 kwietnia 2010 r. w katastrofie samolotu Tu-154, wiozącego delegację na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego żona Maria, najwyżsi dowódcy wojska i ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski.