„Zawsze mówcie prawdę, mówcie dużo prawdy, mówcie o wiele więcej prawdy, niż od was oczekują, ale nigdy nie mówcie całej prawdy” – to jedna z zasad manipulacji ludźmi stosowana w reklamie i propagandzie. Ta sentencja znakomicie ilustruje sposób, w jaki Leszek Jodliński, dyrektor Muzeum Śląskiego, zamierza przedstawić historię Górnego Śląska.

Według wytycznych do scenariusza wystawy poświęconej dziejom Śląska jego historia zaczyna się w 1790 r., od zastosowania maszyny parowej. Uprzemysłowienie, pruska administracja i światli niemieccy magnaci – to czynniki, które stworzyły Śląsk. Powstania śląskie natomiast to zaledwie konflikt wewnętrzny – coś jakby wojna domowa, a państwowość polska ma się kojarzyć przede wszystkim z PRL‑em – ze zbrodniami NKWD, czystkami etnicznymi lat stalinowskich i rabunkową eksploatacją ziemi śląskiej. Taka wersja historii, którą ma opowiadać śląskie muzeum, znakomicie pasuje do tez głoszonych przez skrajnych separatystów z Ruchu Autonomii Śląska.

Gdy w ostatnich wyborach samorządowych RAŚ zdobył ponad 8 proc. głosów, zwycięska Platforma zaproponowała autonomistom koalicję. Ich przewodniczący Jerzy Gorzelik zadbał o to, by RAŚ zarządzał sferą kultury i edukacji. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Omawiana wystawa jest tego najlepszym przykładem.

Gdy Teresa Semik, publicystka „Dziennika Zachodniego”, opisała, jak wyglądają wytyczne konkursu na scenariusz wystawy, o Muzeum Śląskim zrobiło się głośno.

„To wystawa proniemiecka” – oceniają pomysły dyrektora Leszka Jodlińskiego radni sejmiku śląskiego. O tym, że wersja historii przedstawiona na wystawie jest niekompletna, skrajnie jednostronna, alarmowało wielu publicystów. Historycy, m.in. prof. Zygmunt Woźniczka i dr Andrzej Krzystyniak, podkreślają, że w tej wersji dziejów Śląska zmarginalizowano polskie wątki. Do krytyki przyłączyli się księża historycy, z Jerzym Myszorem na czele. W specjalnym liście napisali, że przesłanie wystawy można sprowadzić do hasła „Śląsk dla Ślązaków”. Tak, jakby dobrym Ślązakiem był tylko ten, kto wyparł się polskości.

„Budowanie tożsamości śląskiej na negacji wszystkiego co polskie, to główna teza RAŚ i ten rodzaj myślenia wyraźny jest w proponowanym kształcie muzeum” – podkreśla Teresa Semik. Z tezą, że powstania śląskie były tylko wojną domową, nie zgadza się historyk dr Krzystyniak. Skoro tak, to gdzie zatem są groby tych, którzy walczyli po stronie niemieckiej? Ich nie ma na Śląsku, one są w Bawarii, bo stamtąd pochodzili walczący. W wystawie zmarginalizowano nie tylko ofiarę powstańców, ale także wkład II Rzeczypospolitej w rozwój Śląska. Skandalem jest też pominięcie ponurej roli pruskiego Kulturkampfu. Nie ma nic o antyniemieckim oporze Ślązaków we wrześniu 1939 r. Pominięto terror wobec ludności śląskiej w latach okupacji hitlerowskiej. Rażącym brakiem jest nieobecność ważnych Polaków. Można krytykować Gustawa Morcinka, ale nie można go unicestwić. A Wojciech Korfanty? A gdzie jest wybitny działacz śląski Henryk Sławik, który ocalił tysiące Żydów, za co zginął w Mauthausen? To są niedopuszczalne praktyki. Tak nie naucza się historii – mówi prof. Zygmunt Woźniczka.

Dyrektor Jodliński, broniąc wystawy, mówi, że musiał dokonać wyboru: – Mam do dyspozycji tylko 1350 mkw. To autorska wizja.

Komentując to, Teresa Semik zaznacza, że za publiczne pieniądze powinno się realizować politykę historyczną zgodnie z polską racją stanu.

Sama część historyczna wielkiego kompleksu będzie kosztowała ok. 10 mln zł.

W Goerlitz jest także muzeum śląskie i ono realizuje niemiecką politykę historyczną. Dlaczego muzeum w Polsce ma się wpisywać w politykę niemiecką, trudno zrozumieć.


Więcej o Muzeum Śląskim w programie Jana Pospieszalskiego „Bliżej”, TVP Info czwartek, godz 22.30. Gośćmi będą: przewodniczący RAŚ Jerzy Gorzelik, dyr. Muzeum Śląskiego Leszek Jodliński, Piotr Semka, historyk dr Andrzej Krzystyniak i Michał Wójcik, radny sejmiku śląskiego SP.