Podarunek ten rosyjski minister dostał w połowie grudnia 2020 roku, gdy odwiedził Bośnię i Hercegowinę (BiH). Ikonę ofiarował mu Milorad Dodik, przywódca Republiki Serbskiej wchodzącej w skład BiH. Od tego czasu nie cichnie spór o pochodzenie ikony, choć ta zdążyła już powrócić z Moskwy do Bośni.

Ikona w pozłacanej ramie, przedstawiająca prawdopodobnie św. Mikołaja Cudotwórcę, powstała w XVIII wieku. Krótko po jej wręczeniu agencja informacyjna SRNA podała, że ikona pochodzi z Ługańska. Na opublikowanych przez SRNA zdjęciach widać lakową pieczęć na odwrocie obrazu z napisem: "URSR (ukr. Ukraińska Socjalistyczna Republika Radziecka). Ludowy komitet Oświaty. Ukrnauka. Komisja okręgu odeskiego".

Jak i kiedy ikona znalazła się w BiH, nie wiadomo. Współpracownicy Dodika mówili, nie podając szczegółów, że została znaleziona w Ługańsku. Wykluczyli, by obraz pochodził z kradzieży.

Tymczasem takie obawy ma strona ukraińska, która dwa dni po wręczeniu prezentu skierowała do MSZ Bośni i Hercegowiny notę z żądaniem zwrotu ikony i wyjaśnienia jej pochodzenia. Według niezależnego rosyjskiego portalu Meduza na wschodzie Ukrainy po stronie prorosyjskich separatystów walczyło kilkudziesięciu Serbów z Republiki Serbskiej BiH.

Żądania Ukrainy poparła przedstawicielka Muzułmanów w Prezydium BiH i zarazem szefowa MSZ Bisera Turković. Prokuratura BiH wszczęła dochodzenie.

Rosja wkrótce po ogłoszeniu roszczeń przez stronę ukraińską oddała ikonę ofiarodawcom. Zaznaczyła, że czyni to "w celu dalszego wyjaśnienia jej historii poprzez kanały Interpolu". 23 grudnia rosyjskie MSZ przekazało obraz do ambasady BiH w Moskwie i powrócił on do Bośni i Hercegowiny. Kancelaria Dodika poinformowała, że przechowywany jest w sejfie.

Publiczna polemika wybuchła na nowo na początku roku. 5 stycznia, dwa dni przed prawosławnym Bożym Narodzeniem, Dodik powiedział, że ikona pochodzi ze zbiorów rodzinnych i że odda ją osobom, od których ją otrzymał, ale nie stronie ukraińskiej. Zasugerował też, że Ukraina nie wysunęła żadnych pretensji, a skandal został wywołany przez przedstawicieli Federacji Muzułmańsko-Bośniackiej, czyli drugiej - obok Republiki Serbskiej - części BiH.

W reakcji szef MSZ Ukrainy Dmytro Kułeba oskarżył Dodika o kłamstwa i zapewnił, że Kijów będzie nadal domagał się zwrotu ikony.

W Rosji metropolita Hilarion, który w Patriarchacie Moskiewskim kieruje cerkiewną dyplomacją, powiedział 7 stycznia w programie telewizyjnym, że strona ukraińska "nie przedstawiła dowodów na to, że ikona jest jej własnością". Wskazał jednak, że jeśli okaże się, że pochodzi ona z kradzieży, to powinna zostać zwrócona.

W mediach ukraińskich pojawiły się doniesienia, że ikona trafiła z Donbasu przez Rosję do Belgradu w 2018 roku i że wywiózł ją Duszko Vukotić, szef Stowarzyszenia Weteranów Armii Republiki Serbskiej. Otrzymał ją jakoby od przywódców separatystów, a później oddał Dodikowi.

Sam Vukotić - według mediów - nie zaprzeczył i nie potwierdził tej wersji, a podkreślił, że sprawą zajmuje się Interpol i że jest do jego dyspozycji.