Nie milkną echa wtargnięcia do gmachu Kongresu radykalnych demonstrantów, którzy podawali się za zwolenników Donalda Trumpa. Przypomnijmy, że doprowadzili oni do wstrzymania posiedzenia amerykańskiego parlamentu, który zebrał się, aby zatwierdzić wyborczą wygraną prezydenta-elekta Joe Bidena.

O ocenę tej sytuacji, a także ocenę zdarzeń politycznych, które ona wywoła poprosiliśmy politologa, eksperta ds. międzynarodowych prof. Pawła Sorokę.

- Stała się rzecz niespotykana, ale trzeba zadać sobie pytanie: „dlaczego”. Socjolodzy i politolodzy powinni bardzo dokładnie zanalizować wydarzenia z ostatnich dni, bo to jest sygnał poważnej sytuacji w Stanach Zjednoczonych. Widzimy wyraźny podział na dwie grupy. W doniesień medialnych wynika, że zanim grupa ludzi dostała się do Kapitolu, to ulicami Waszyngtonu przemaszerowało kilkadziesiąt tysięcy zwolenników Donalda Trumpa. To bardzo poważny sygnał

– zauważa prof. Soroka.

Nasz rozmówca odniósł się też do słów Joe Bidena, który odpowiedzialnych za wtargnięcie do Kapitolu nazwał m.in. „rozhukanym motłochem” i „krajowymi terrorystami”. Przypomnijmy jednak, że gdy kilka miesięcy temu przedstawiciele ruchu Black Lives Matters grabili sklepy, wywoływali chaos publiczny i atakowali fizycznie swoich przeciwników przedstawiciel Demokratów nie krytykował ich tak stanowczo. Ba! Wielokrotnie ugrupowanie, z którego wywodzi się Biden usprawiedliwiało anarchię, którą chcieli zaprowadzić lewicowi rewolucjoniści.

- Joe Biden nie powinien operować takimi czy innymi inwektywami, tylko głęboko zastanowić się dlaczego doszło do takiej sytuacji. Abstrahując od tego, czy ustępujący prezydent przyczynił się do zamieszek czy nie. Tu chodzi o największe mocarstwo świata. Biden będzie miał szalenie trudne zadanie polegające na sklejeniu amerykańskiego społeczeństwa. Określanie ogromnej grupy obywateli mianem terrorystów nie przyniesie niczego dobrego. Może tylko pogłębić podział i spotęgować konflikt

– mówi nam politolog.

Przy tym temacie prof. Soroka nawiązał także do wydarzeń z Polski.

- Ja pamiętam wydarzenia grudniowe i czerwcowe w Radomiu. Wówczas protestujących też określano bardzo negatywnie. Władza lżyła ich przy każdej możliwej okazji. Ta droga zawsze jest destrukcyjna. Joe Biden powinien bardzo zastanowić się nad sytuacją w Stanach Zjednoczonych, wyciągnąć wnioski i starać się zasypywać podziały w społeczeństwie

– spuentował politolog.