Wciąż nie wiadomo, gdzie jest jeden z najważniejszych dowodów na to, co faktycznie wydarzyło się 10 kwietnia 2010 r. w Smoleńsku. Chodzi o tzw. trzecią czarną skrzynkę – rejestrator K3–63, który zaginął w tajemniczych okolicznościach. Prokuratura wojskowa przyznaje, że nic nie wie na ten temat.

Temat zaginionej trzeciej czarnej skrzynki tupolewa porusza w swoim najnowszym filmie „Anatomia upadku” dziennikarka „Gazety Polskiej” Anita Gargas. Wcześniej sprawą zajmowali się także Grzegorz Wierzchołowski i Leszek Misiak z „Gazety Polskiej”. Wciąż jednak więcej jest pytań niż odpowiedzi, ponieważ nawet polska prokuratura wojskowa nie wie, co się stało ze skrzynką. Na pytanie gdzie się znajduje ten jeden z najważniejszych dowodów w śledztwie prokuratorzy tłumaczą, że odpowiedź wymagałaby „czasochłonnej kwerendy” akt sprawy. Jednocześnie przyznają, że urządzenie nie było przez nich badane.

Zamontowany w Tu-154M opancerzony rejestrator K3–63 precyzyjnie zapisywał parametry lotu: wysokość baryczną, prędkość oraz – co najważniejsze – przeciążenia, czyli zapis wstrząsów.

Nie wiadomo, dlaczego kilkudziesięciocentymetrowe, opancerzone urządzenie zaginęło. W żadnym z oficjalnych dokumentów nie ma jednak słowa o jego szczątkach. „Rejestrator K3–63 nie został odnaleziony” – czytamy na 62. stronie raportu komisji Millera.

– Zaskakujące, że nikogo to nie zainteresowało, nikt nie interweniował. Moim zdaniem to jeden z najważniejszych dowodów w tym śledztwie, który ukrywają Rosjanie – uważa Antoni Macierewicz.