Czy wydarzenia w Stanach Zjednoczonych mogą w jakiś sposób wpłynąć na sytuację polityczną w Polsce?

Myślę, że nie. Oczywiście jest zawsze zagrożenie, że gdyby sytuacja w Stanach Zjednoczonych się przedłużała, to ona w naturalny sposób pochłaniałaby uwagę amerykańskiej klasy politycznej i jak długo ten poziom konfliktu by się utrzymywał, tak długo polityka zagraniczna USA byłaby bierna, sparaliżowana. Gdyby coś dramatycznego wydarzyło się gdzie indziej, na przykład w naszym rejonie, to wtedy reakcje amerykańskie byłyby słabsze. Na szczęście nic się nam tutaj nie szykuje. W dłuższej perspektywie czasowej, to mimo tych wydarzeń na Kapitolu, dla nas znacznie istotniejsze wnioski są gdzie indziej. Tym wydarzeniom towarzyszyły dogrywki wyborcze do Senatu i wiemy, że Demokraci wygrali te wybory, w związku z czym uzyskali większość w Senacie, kontrolują także Izbę Reprezentantów i Biały Dom. Oznacza to, że zwrot na lewo w polityce Stanów Zjednoczonych  będzie większy.

Co to będzie znaczyło dla Polski?

Teraz występowanie Demokratów na temat tego, jak "powinna wyglądać demokracja" w stosunku do Polski będzie po tych wydarzeniach trudniejsze. Są jednak trzy silne kotwice w relacjach polsko-amerykańskich. Związane są z: presją niemieckiej prezydentury na porozumienie Unii Europejskiej z Chinami i kwestią polskiej rezerwy do tego pomysłu, na ponadpartyjne amerykańskie poparcie dla Trójmorza oraz potępienia Nord Stream2. Myślę że bardzo silne różnice ideologiczne pomiędzy konserwatywnym rządem Polski i demokratyczną, czyli lewicową administracją nowego prezydenta są odmiennościami partyjnymi, natomiast nasze interesy państwowe są zbieżne i bardzo silne. Po wydarzeniach w Kapitolu najważniejsi politycy europejscy mocno potępiali prezydenta Trumpa i wspierali Bidena.

Czy Pana zdaniem te ataki w jakiś sposób mogą się przenieść na Polskę z powodu dobrych relacji Polski z prezydentem Trumpem?

Polska w tym wymiarze będzie oczywiście atakowana, ale po liniach ogólnych. Raczej w retoryce naszej opozycji będzie to brzmiało silniej niż w wystąpieniach polityków europejskich, ale nie z Polski. Nie widzę użyteczności w nawiązywaniu do wydarzeń w Stanach Zjednoczonych w kontekście Polski tym bardziej że w Polsce mieliśmy do czynienia z sytuacją odwrotną. To opozycja usiłowała szturmować Sejm, a nie rządzący.