Kolejna hucpa Palikota. Rusza proces mający doprowadzić do zniknięcia krzyża z Sejmu. Co jednak tak wścieka palikociarnię i jej twórców z PO, zasiadających na rządowych stołkach? Tu nie chodzi o konkretny, religijny kontekst. Krzyż przeraża ich jako symbol, którego nie mogą zagarnąć. Krzyż przeraża ich, ponieważ oddaje godność tym, przeciw którym, w postępowym państwie, należy uaktywnić machinę pogardy. Krzyż znów okazuje się symbolem sprzeciwu wobec bezczelności państwa. Symbolem mogącym gromadzić tych, którzy są antysystemowi. Broniąc tego, co trwałe i ustalone, krzyż doprowadza do furii tych, którzy chcą omnipotentnej władzy państwa i jego urzędników. Dziś pod krzyżem chowają się naprawdę wykluczeni. Ludzie z obumierającej polskiej prowincji, robotnicy, słabsi i starsi, pogardzani przez zastępy postępowych yuppie. Ci, którzy przegrywają w wyścigu szczurów. Religia raz jeszcze ujawnia swoją „rewolucyjną" naturę, swój potencjał przekraczania wszystkiego, co tu i teraz. Potencjał tak drażniący współczesnych akolitów nowoczesnego państwa. Póki tym będzie krzyż, niezależnie od własnych przekonań religijnych, warto stać po jego stronie, w jego cieniu. A jak trzeba, ruszyć z nim na barykady.