„Niezalezna.pl”: - Kto wygra 69. Turniej Czterech Skoczni?

Apoloniusz Tajner: Znając skocznię w Boschofshofen, technikę skoków Kamila, Dawida i trzeciego w klasyfikacji generalnej Halvora Egnera Graneruda, sportowo wszystko wskazuje na Stocha. Z każdym kolejnym skokiem jest coraz lepszy. Ale różnice punktowe między nim a Dawidem Kubackim są tak niewielkie, że czeka nas pasjonujący pojedynek między nimi. Myślę, że Granerud oraz Niemcy Markus Eisenbichler i Karl Geiger chyba już przestali wierzyć w możliwość wyprzedzenia Polaków. Sprawiają wrażenie przygaszonych, pogodzonych z losem. Ich forma z każdym konkursem coraz bardziej zjeżdża w dół. W przeciwieństwie do naszych reprezentantów. Chłopaki emanują spokojem i pewnością siebie, co jeszcze bardziej stresuje rywali.

Granerud dał wyraz swojej frustracji po niedzielnym konkursie w Innsbrucku, kiedy najpierw nie chciał rozmawiać z polskimi dziennikarzami, a norweskim mediom wyznał, że zwycięzca tych zawodów Kamil Stoch, nie jest wcale taki dobry...

Wypowiedź Graneruda została wyolbrzymiona. Był zawiedziony i zdenerwowany, dlatego coś tam chlapnął... Myślę, że nie miał nic złego na myśli. Takie rzeczy się zdarzają. Tym bardziej, że potem w mediach społecznościowych przeprosił Kamila. Naprawdę, nie ma się czym przejmować. Norweg jest zły, bo widzi, że traci formę. W grudniu skakał świetnie, a teraz idzie mu coraz gorzej. Pamiętam, że przed laty podobnie było z Adamem Małyszem. Najpierw był nie do pokonania, potem jednak wpadł w tak duży dołek, że musieliśmy go na miesiąc wycofać z konkursów. Pomogło, bo wrócił i od razu zdobył mistrzostwo świata.

Przeciwieństwem Graneruda jest Piotr Żyła, który po słabym początku, z każdym kolejnym startem, radzi sobie coraz lepiej.

Piotrek, jak to Piotrek. Jak zawsze radośnie podchodzi do każdego skoku. On ma niesamowitą intuicję do skakania. I bardzo, ale to bardzo mocne odbicie. Jeżeli nie popełnia błędów, to stać go na pokrzyżowanie szyków największym faworytom. Jeśli utrzyma dyspozycję z GA-PA i Insbrucku w Bischofshofen, to może powalczyć o podium w klasyfikacji generalnej całego Turnieju Czterech Skoczni.

Zgodzi się pan, że na postawę Polaków wielki wpływ miało początkowe wycofanie naszej drużyny z TCS po średnio – pozytywnym teście na COVID-19 Klemensa Murańki?

Zdecydowanie! Kluczowy był negatywny wynik drugiego testu Klimka i przywrócenie reprezentacji Polski do udziału w turnieju. Nasi zawodnicy wyszli na skocznie jak spuszczeni ze smyczy, głodni i źli. Chcieli pokazać, że zostali skrzywdzeni, że nie słusznie chciano ich pozbawić udziału w zawodach. Zeszła z nich presja, minęło rozczarowanie i zaczęli świetnie skakać. Można było założyć, że tak będzie, bo na turniej pojechali bardzo dobrze przygotowani. I to potwierdzają. Polska to najlepsza drużyna tegorocznego Turnieju czterech Skoczni.

Przywrócenie polskiej drużyny do rywalizacji kosztowało pewnie mnóstwo wysiłku?

Myślę, że gdyby dyrektorem Pucharu Świata nadal był Walter Hofer, to decyzja o wykluczeniu Polski pozostałaby niezmieniona. I negatywny wynik drugiego testu Murańki nie miałby tu żadnego znaczenia. Na szczęście jego następca Włoch Sandro Pertile jest... bardziej elastyczny. Interweniowałem w FIS-ie (Międzynarodowej Federacji Narciarskiej), do akcji włączył się Konsul RP w Monachium, który wysłał zapytanie na jakiej podstawie cała drużyna została wykluczona. Kiedy zrobiła się z tego sprawa dyplomatyczna, organizatorzy chyba trochę się przestraszyli. Bardzo skuteczną pracę wykonał też Adam Małysz, który podczas wideokonferencji z organizatorami i kapitanami drużyn naprawdę mocno naciskał na przywrócenie do startów Polaków. Wszyscy kapitanowie go poparli. Zdawali sobie sprawę, że niewiadomo kiedy, podobne problemy mogą dotknąć ich zespół., Zanim był znany wynik drugiego badania, szefowie Turnieju Czterech Skoczni w rozmowie ze mną usprawiedliwiali się, że Polska została wycofana z obawy, że być może COVID-19 dopadł też innych zawodników, tylko u nich nie wystąpiły jeszcze jego objawy. Starałem się ich zrozumieć, ale dobrze, że wróciliśmy na skocznie. Wszyscy się z tego cieszą. No, może poza tymi, którzy z naszymi chłopakami przegrywają.

Kto jest najlepszym skoczkiem w historii – Adam Małysz czy Kamil Stoch?

W ubiegłym roku powołaliśmy kapitułę, która za najlepszego skoczka w dziejach tej dyscypliny w Polsce uznała Adama. Ale Kamil cały czas dokłada kolejne sukcesy i dziś uważam, że już wyprzedził Małysza. Dla mnie numerem jeden jest zdecydowanie Stoch.

Rozmawiał Piotr Dobrowolski