"Swoim zachowaniem pokazała Pani prawdziwą twarz polskich >>elit<<: egoistycznych, pełnych pogardy, skorumpowanych, które wykorzystując swoje znajomości zdobywają sobie różne >>dodatki<<. W przypadku szczepionki nie mówimy o talonie na pralkę. Mówimy o czyimś życiu" - napisał wczoraj w liście otwartym do Krystyny Jandy działacz społeczny, Jan Śpiewak.

Dziś był gościem programu Telewizji Republika „W Punkt”.

- Wystosowałem taki list, bo byłem nieprawdopodobnie wkurzony. Zanim ta sytuacja się rozwinęła, obawiałem się, że to ujdzie płazem. Zobaczyłem wyjaśnienia, że to jakaś akcja promocyjna… Skontaktowałem się ze studentami, którzy pierwsi nagłośnili tę sprawę

- mówił w rozmowie z red. Katarzyną Gójską.

Przyznał, że chciałby usłyszeć też słowo, które bardzo rzadko pada Polsce w przestrzeni publicznej - słowo „przepraszam”.



Dziś w nocy Maria Seweryn -jedna z zaszczepionych w ramach akcji WUM- opublikowała nagranie, w którym tłumaczy, dlaczego doszło do jej zaszczepienia oraz przeprasza, że preparat przyjęła. To na chwilę obecną jedyne słowa skruchy wśród wszystkich, którzy zaszczepili się poza kolejką. Więcej TUTAJ.


- W tej sytuacji, kiedy tych szczepionek jest tak mało, w pierwszej kolejności musimy szczepić personel medyczny. To ci ludzie na co dzień stykają się z koronawirusem. Janda razem ze swoimi kolegami i koleżankami ukradli szczepionki tym, którzy powinni być pierwsi - przekonywał Śpiewak.

Zasugerował, że „praca w domu pomocy społecznej czy w szpitalu zakaźnym w jakimś stopniu te osoby by zrehabilitowała”.

Celebryckie zamieszanie skłoni do szczepień?

- Jedną z niewielu dobrych rzeczy po tej akcji to efekt, gdzie osoby krytycznie nastawione do szczepionki dziś są skłonne się zaszczepić. Widać w tych ludziach pewien kłopot: „jak to możliwe, że tak walczą o tą szczepionkę? Chyba jednak jest coś warta…”. Mam nadzieję, że to wpłynie jakkolwiek profrekwencyjnie na szczepienie, zrodzi się psychologiczny efekt deficytowego towaru. Liczę, że faktycznie akcja promocji szczepień się odbędzie, ale nie powinny znaleźć się tam osoby jednocznacznie kojarzące się z jedną stroną polityczną. Głównie do głowy przychodzą mi teraz sportowcy

- mówił dalej stołeczny aktywista.

Przyznał, że „pogarda jest niestety w wielu zakodowana”. - Gdybym miał się pokusić o ocenę socjologiczną, musiałbym cofnąć się o sto, dwieście lat. Podział pan-cham to schemat, który był utwierdzany przez setki lat - dodał.

- Jak widzę Jandę, widzę szlachciankę, która brzydzi się pospólstwem, która gardzi tym pospólstwem. Jej język jest ubrany w pogardę wobec osób korzystających z programu 500 Plus itd. To ciągle pokazuje jak bardzo feudalne stosunki panują w Polsce

- skonkludował Śpiewak w Telewizji Republika.