Warszawski Uniwersytet Medyczny poinformował w czwartek, że z puli dodatkowych 450 dawek szczepionek, które niezależnie od etapu zerowego szczepień obejmującego personel medyczny otrzymał od Agencji Rezerw Materiałowych i które musiały być wykorzystane do końca roku, zaszczepił m.in. 300 pracowników szpitali WUM oraz grupę 150 osób obejmującą rodziny pracowników, pacjentów będących pod opieką szpitali i placówek WUM, w tym 18 znanych postaci kultury i sztuki, które zgodziły się zostać ambasadorami powszechnej akcji szczepień.

Sprawa wywołała wiele kontrowersji, a media zaczęły ujawniać nazwiska kolejnych z "18 z WUM-u". 

Dziś w tej sprawie głos zabrać postanowił rektor WUM, prof. Zbigniew Gaciong.

- WUM nie prowadzi akcji szczepień, prowadzi wybrana przez NFZ spółka. W związku z tym zwróciłem się do przewodniczącego rady nadzorczej spółki o podjęcie odpowiednich kroków mających na celu wyjaśnienie tej sytuacji

- powiedział rektor. Jednocześnie wskazał, że wyjaśnieniem sprawy zajmie się specjalna komisja.

Pytany o to, czy wiedział, że celebryci szczepią się przeciw COVID-19, choć nie są w "grupie zero", odpowiedział:

- Że się zaszczepili to wiedziałem, tak samo jak wszyscy. Wcześniej nie wiedziałem, że będą szczepieni. Nie wiem jaki był dobór, do tego celu służy powołana przeze mnie komisja.

Nieco inny punkt widzenia przedstawiają studenci prowadzący facebookowy profil "ZUM na WUM". Twierdzą, że nagłe oświadczenie rektora "pogrążyło uczelnię".

Akcja szczepienia aktorów w komunikatach WUM miała realizować cele "promocyjne", a zaszczepieni mieli zostać "ambasadorami powszechnej akcji szczepień". Tymczasem rektor zapytany o nazwiska tychże ambasadorów - zasłonił się... ochroną danych osobowych.