45-letnia Maria Seweryn przyznała w rozmowie z Polsat News, że przyjęła szczepionkę, ale teraz "żałuję". Opisując przebieg szczepienia na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, aktorka stwierdziła, że szczepionkę otrzymała niejako "dodatkowo".

- Moi rodzice [Krystyna Janda i Andrzej Seweryn], będąc seniorami, byli na liście osób do zaszczepienia. Ponieważ mój ojciec porusza się o kulach, pojechałam z nim na szczepienie. Nie było nikogo poza nami, pani doktor mnie zaprosiła i powiedziała, że "skoro już pani jest, niech pani wejdzie, jest otwarta dawka". Ja z tego skorzystałam. Nie miałam poczucia, że to nieetyczne, ponieważ zrozumiałam to tak, że dawka się zmarnuje. Jadąc tam, nie myślałam, że mi się to przytrafi

-  powiedziała w rozmowie z Polsat News.

Warszawski Uniwersytet Medyczny poinformował w czwartek, że z puli dodatkowych 450 dawek szczepionek, które niezależenie od etapu zerowego szczepień obejmującego personel medyczny otrzymał od Agencji Rezerw Materiałowych i które musiały być wykorzystane do końca roku, zaszczepił m.in. 300 pracowników szpitali WUM oraz grupę 150 osób obejmującą rodziny pracowników, pacjentów będących pod opieką szpitali i placówek WUM, w tym 18 znanych postaci kultury i sztuki, które zgodziły się zostać ambasadorami powszechnej akcji szczepień.

Wiktor Zborowski, inny z aktorów, który miał zostać zaszczepiony na WUM, przyznał, że akcję szczepień "koordynował teatr Krystyny Jandy".