Kończący się rok 2020 był dziwny dla wszystkich. Jak bardzo niecodzienny był dla pana osobiście?

Radosław Szymanik: W porównaniu z 2019 ten kończący się był kompletnie inny. Kierownictwo PZT w sposób nieelegancki i nietaktowny podziękowało mi za 12-letnią współpracę w charakterze kapitana kadry Polski w Pucharze Davisa. Moja umowa została rozwiązana jednostronnie przez związek i obecnie jest to kwestia do wyjaśnienia przez inne organy. To miało też wpływ na to, że nie podróżuję tak wiele, jak wcześniej. Mam więcej czasu na zajęcia indywidualne z moimi zawodnikami w USA, z którymi jestem niemal na co dzień. Mam też więcej czasu dla rodziny i to jest na pewno duży plus.

Podobno pracuje pan też nad pewnym dużym projektem tenisowym w Polsce?

R.S.: Tak, ale nie chcę zdradzać szczegółów poza tym, że będzie to bardzo prężnie działający klub z dużym potencjałem. Będę z nim bardzo mocno związany. Obecnie poświęcam temu mnóstwo czasu. Jest to głównie praca umysłowa, dotycząca budowania takich elementów, jak klub ma działać i wyglądać. Efekty będzie można zobaczyć już wkrótce.

Sportowe podsumowanie roku 2020 trzeba zacząć od Igi Świątek. Czy pana zdaniem jej zwycięstwo w Paryżu to największy sukces polskiego tenisa w historii?

R.S.: Z pewnością był to największy sukces indywidualny i - powiedziałbym - jednoturniejowy. Wygranie imprezy wielkoszlemowej to ogromne osiągnięcie, bo choć w przeszłości o to samo pokusił się Łukasz Kubot, to w singlu nie udało się zwyciężyć żadnemu polskiemu tenisiście lub tenisistce. Ale nie należy zapominać o innych postaciach, jak choćby o Agnieszce Radwańskiej, która przez wiele lat była w ścisłej czołówce światowej, grała o tytuły i zdobyła mistrzostwo WTA. Trzeba pamiętać o świetnej karierze Wojtka Fibaka, o Marcinie Matkowskim i Mariuszu Fyrstenbergu, którzy swoimi wynikami propagowali tenis. Mamy też Huberta Hurkacza, który jest tuż poza "30" ATP, co w tenisie męskim jest naprawdę wybitnym wynikiem.

Trudno będzie mu teraz wytrzymać porównania do Świątek, która ma już w dorobku spektakularny sukces...

R.S.: Każdy rozwija się indywidualnie i w przypadku Huberta trzeba trochę poczekać, ale jego też stać na wielką grę. Należy też przypomnieć, że najlepszy sezon w karierze miała także Magda Linette, która do połowy roku grała świetnie. W lutym wygrała Thailand Open, a potem doszła do trzeciej rundy US Open. Stała się naszą solidną "jedynką" i pojawiły się głosy, że pójdzie w górę, że będzie kolejną Radwańską. Uważam, że teraz - kiedy to brzemię przeszło na Igę - Magdzie łatwiej będzie pokazać pełnię umiejętności możliwości.

Jakie może być w Polsce pokłosie triumfu Świątek we French Open?

R.S.: Właśnie z uwagi na kaliber tego sukcesu, będzie on miał wielki pozytywny wpływ na przyszłość polskiego tenisa i jego popularyzację. Pociągnie za sobą cały łańcuch zdarzeń, nie tylko sponsorskich, bo będzie łatwiej zdobyć finansowanie. Już teraz wzrasta zainteresowanie tym sportem. W czasie pandemii ludzie zauważają, że tenis to sport bezpieczny, jest przestrzeń, jest odległość między zawodnikami, dlatego w klubach rejestruje się coraz więcej dzieci. Na dodatek Iga stała się magnesem dla młodych zawodników, bo udowodniła, że wielki sukces można odnieść nawet chodząc do szkoły i trenując w kraju. Młodzież tenisowa dostała od Igi dodatkową energię i wiarę w siebie.

Ale nie należy zapominać, że odpowiednie środowisko, warunki do treningu to jedno, a ciężka praca to coś zupełnie innego, prawda?

R.S.: Tak. Ciężka praca i jej odpowiednia organizacja. Tata Igi bardzo szybko zbudował jej team i teraz widać, że taka ścieżka rozwoju powinna być powtarzana. Im szybciej się o to zadba, tym szybciej młody zawodnik czy zawodniczka mogą dojrzeć i wejść na wyższy pułap. Oczywiście problemem są pieniądze, bo to dużo kosztuje. W sztabie znajduje się nie tylko trener tenisowy, ale i trener od przygotowania fizycznego, psycholog, fizjoterapeuta i jeszcze kilka osób, które może nie podróżują z teamem, ale czuwają nad rozwojem. Matematyka nie kłamie. Każda z tych osób zarabia i trzeba mieć z czego je opłacać nie przez rok, ale całe lata. Dlatego pomoc z różnych źródeł finansowania - od narodowej federacji, przez sponsorów do agencji menedżerskich jest bardzo ważna szczególnie na początku. Nikt nie jest w stanie udźwignąć tego indywidualnie.

Sama Świątek do niedawna też chyba była "pod kreską"...

R.S.: Koszty jej osiągnięć były dużo większe niż to, co zarabiała. Nawet grając już w turniejach WTA ciągle trzeba było dokładać do interesu. Ale wreszcie udało się i Iga otworzyła sobie, ale nie tylko, okno na świat możliwości. Mam nadzieję, że to zmieni systemowe podejście do finansowania karier, bo jeśli chodzi o potencjał ludzki to o ten w Polsce akurat nie musimy się martwić.

Czego można się spodziewać po Świątek w 2021?

R.S.: Wszyscy wiedzą, że jest uzdolniona i ma wielki arsenał zagrań. Jest też silna i sprawna. Pozostaje kwestia, jak sobie poradzi z odpowiedzialnością i oczekiwaniami, bo przecież teraz to na nią zwrócone będą oczy całej sportowej Polski. Nie zapominajmy też, że tenis to specyficzna dyscyplina. Trzeba cały czas podróżować, zmieniać strefy klimatyczne, czasowe i nawierzchnie. Co tydzień trzeba się sprawdzać i w innych warunkach walczyć o trofea, punkty w rankingu i pieniądze. Uważam, że stać Igę na rozegranie dobrych meczów w Wielkich Szlemach i zadomowienie się w czołowej "20" rankingu. Pewnie wygra jakieś turnieje WTA i będzie się piąć w górę, ale czy wygra kolejnego Szlema - czego jej oczywiście życzę - tego nie wiem.

Oprócz Wielkiego Szlema będzie także szansa na ugranie czegoś w igrzyskach w Tokio. Czy Polska będzie miała wreszcie upragniony medal olimpijski w tenisie?

R.S.: Te igrzyska będą inne niż zazwyczaj. Nie sądzę, że odbędą się one przy stuprocentowym udziale publiczności. Raczej będzie to spektakl telewizyjno-internetowy, do obejrzenia na każdym zakątku świata. Szanse na medal są, bo w grze wciąż jest Łukasz Kubot, jest Hubert, są Iga i Magda. Mamy zatem szanse w grze singlowej, deblowej czy w mikście. Myślę, że medal jest w zasięgu.

Łukasz Kubot rozsławia polski tenis od lat. W 2020 roku wygrał deblowe turnieje w Meksyku i Austrii, po raz kolejny wystąpił w ATP Finals w Londynie. Sezon na plus?

R.S.: "Kubocik" to ikona. To ciągle czołowy deblista świata, ale w tym poszarpanym Covidem sezonie zabrakło czegoś dużego w wielkim turnieju. Jego doświadczenie jest bezcenne i stać go wciąż na wybitne osiągnięcie, jak choćby wspomniany medal olimpijski. Nie jest jednak najmłodszy i widać było, że mocno intensywny okres przed mastersem i szalona szarża na utrzymanie wysokiego miejsca w rankingu sprawiła, że wraz z Marcelo Melo wyglądali na wypompowanych psychicznie i fizycznie. Zakończyła się ich długa i owocna współpraca, ale być może teraz z nowym partnerem, ze świeżą krwią uda Polakowi jeszcze w ciągu roku lub dwóch osiągnąć coś spektakularnego.

A Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak?

R.S.: Obaj mieli trudny sezon. Hubert zaczął wspaniale. Był super przygotowany fizycznie, ale przerywany rok sprawił, że nie było ciągłości i ciężko było wszystko do końca zaplanować. Wciąż jest jednak w granicach TOP30, co jest świetną pozycją. Kamil leczył uraz i jego powrót był długi, mozolny. Dużo grał w mniejszych turniejach, gdzie musiał osiągać dobre wyniki, ale nawet to nie gwarantowało mu gry w większych imprezach. Dobija się do rankingowej setki i myślę, że przyszły rok będzie zarówno dla niego, jak i Huberta dużo spokojniejszy. Obaj będą zdrowi i pokażą na co ich stać.

A co z zapleczem? Który z juniorów może błysnąć w 2021 roku?

R.S.: Takim zawodnikiem jest moim zdaniem Kacper Żuk. W nadchodzącym roku może ugrać coś dużego i przebić się w okolice 100-150. miejsca w zestawieniu tenisistów. Już teraz jego starty są solidne, do tego to bardzo odpowiedzialny chłopak, ma wszystko poukładane. Ma dobrego trenera i współpracuje z tym samym fachowcem od przygotowania fizycznego, co Hurkacz. Chciałbym też zwrócić uwagę na Jaszę Szajrycha. To młody człowiek, 18-latek, który ma dużo talentu i przy odpowiednim nastawieniu za dwa, trzy lata to może być jeden z naszych czołowych zawodników.