O prawach LGBT i aborcji nie decyduje się na ulicy - mówi nam profesor prawa europejskiego

- W Polsce – w sferze prawnej - nigdy nie mieliśmy problemów z prawami mniejszości, w tym - seksualnych. U nas nie było prześladowań czy sankcji karnych, tak jak to miało miejsce w innych państwach, także europejskich. Obecnie środowiska LGBT twierdzą, że walczą o równe prawa, ale „równe z kim"? Mam wrażenie, że punktem odniesienia nie jest polski system prawny, ale regulacje przyjęte w innych państwach. W rzeczywistości walczą więc o przywileje i to metodami, które generują dalsze konflikty. A przecież stanowienie prawa, zwłaszcza w tak drażliwych kwestiach, nie może odbywać się na ulicy - mówi portalowi Niezalezna.pl prof. dr hab. Genowefa Grabowska. Z ekspertem prawa europejskiego i międzynarodowego, byłą europoseł, rozmawiamy też o polityce amerykańskiej i o repolonizacji mediów.

Youtube/Polskie Radio

Praworządność w Polsce. Czy istotnie są u nas łamane prawa środowisk LGBT i kobiet chcących aborcji eugenicznej?

Praworządność jest terminem bardzo szerokim, niedefiniowanym w unijnym prawie, wiec w ręku niektórych urzędników Unii Europejskiej mogłaby się stać pałką dyscyplinującą niewygodne państwa. Studentów uczymy, że praworządność to postępowanie zgodnie z prawem i w jego granicach. Rozdział kompetencji Unii Europejskiej wprowadzono dopiero w Traktacie Lizbońskim (2009). Wymienia on kompetencje wyłączne UE oraz kompetencje wykonywane wspólnie przez UE i państwa członkowskie, a pozostałe, niewymienione – pozostają u państw członkowskich. Wśród kompetencji traktatowo przyznanych organom UE nie znajdziemy m.in. prawa do wkraczania w intymne sfery życia człowieka jak aborcja. Natomiast co do LGBT – w wielu konwencjach międzynarodowych mamy jasno sformułowany zakaz dyskryminacji z powodu orientacji seksualnej, mocno wsparty zasadniczym przesłaniem, klauzulą antydyskryminacyjną stanowiącą iż zakazane są wszelkie formy dyskryminacji z jakiegokolwiek powodu (np. konwencja Rady Europy o prawach człowieka z 1952 r. czy Kartą Praw Podstawowych UE). W Polsce nigdy (powtarzam nigdy) nie mieliśmy problemów prawnych z przestrzeganiem praw mniejszości seksualnych. Nigdy nie karano za posiadanie odmiennej orientacji seksualnej i nigdy w Polsce homoseksualiści nie byli z tego powodu prześladowani. A wiemy, że nie wszędzie tak było!

W Polsce środowiska LGBT mówią, że walczą o równe prawa, ale w praktyce sięgają po metody niezgodne z prawem. Samorządom zarzucają np. praktyki świadczące o dyskryminacji, żądają zrównania w prawach do zawarcia małżeństwa czy adopcji dzieci, nie bacząc na fakt, iż polska konstytucja takich możliwości w ogóle nie przewiduje.

Wręcz przeciwnie, małżeństwo określa się jednoznacznie jako związek mężczyzny i kobiety. Ponadto ruchy, które obserwujemy, protestują często w drastycznej i agresywnej formie, kpią z tego, co dla większość społeczeństwa ważne, w tym - z symboli religijnych. Mniejszość ma prawo żądać tolerancji dla siebie, swoich przekonań i zachowań, ale żądając tolerancji, sama musi też mieć tę cechę, nie może być nietolerancyjna wobec innych. 

A co do aborcji? Jeżeli ktoś mówi o praworządności, musi respektować polskie prawo, w tym - polską Konstytucję.

Kwestie związane z aborcją reguluje samodzielnie każde państwo w ramach swych suwerennych kompetencji. Unia nie ma tytułu, aby w te sprawy wnikać. To dlatego mamy w Europie, np. Maltę, która pod żadnym pozorem nie dopuszcza aborcji, a do niedawna aborcja była nielegalna także w Irlandii. Ciekawe, że politykiem, który tak ostro optował w PE za aborcją, była pani komisarz Dalli, właśnie z Malty... I tutaj znów został naruszony traktatowy podział kompetencji, kwestie dopuszczalności aborcji reguluje każde państwo w ramach swych kompetencji, a nie Unia!

Zmieńmy temat rozmowy. Czy w pani opinii to dobrze, że dzienniki regionalne i tygodniki lokalne trafiły w ręce polskiego kapitału? Czy to zamach na wolność słowa i prawo do informacji obywateli, jak chce opozycja?

W Polsce każdy tego typu ruch będzie przez opozycję wykorzystywany dla uruchomienia kolejnego sporu. To jednak nie była klasyczna repolonizacja, która polega na przejęciu dóbr z obcych rąk na podstawie decyzji administracyjnej państwa. Tutaj mamy zupełnie inny przypadek. Zmiana właściciela nastąpiła według reguł wolnego rynku.

"Polska Presse" została po prostu wystawiona na sprzedaż i kupiona przez polską spółkę „Orlen”. Była to normalna transakcja gospodarcza, dokonana na wolnym, europejskim rynku. Skoro niemiecki właściciel chciał koncern sprzedać, to mógł go kupić każdy. To, że kupiliśmy go my, to bardzo dobrze, bo w ten sposób wypełniamy pewną lukę. Wszak nie jest normalne, że na szczeblach lokalnym i regionalnym państwo nie ma żadnego środka komunikacji ze społeczeństwem. Pamiętajmy, że bez względu na to kto rządzi, ta prasa pozostanie już w polskich rękach. Zresztą prasa jest niezależna, a przynajmniej powinna być - i to, bez względu na właściciela,czy głównych udziałowców. Jeżeli dziennikarze są niezależni, to będą nadal funkcjonowali w ten właśnie sposób. Zresztą, gdybyśmy spojrzeli na Europę, dostrzeglibyśmy, jak niewielki procent mediów np. w Austrii, we Francji, nie mówiąc o Niemczech, pozostaje w obcych rękach. 

Wróćmy do kwestii kompromisu na szczycie Unii Europejskiej. To dobry ruch?

Mam duszę człowieka kompromisu i jestem pewna, że osiągnięcie porozumienia dało nam maksimum tego, co można było uzyskać. Najlepszym dowodem jest to, jak szczyt jest oceniany w mediach na Zachodzie. Z dużą krytyką wobec Angeli Merkel, że… ustąpiła. Że mechanizm praworządności został rozwodniony, a niektórzy mówią - że umiera śmiercią naturalną. W mediach widziałam nawet taki sondaż: Co będzie wcześniej - człowiek na Marsie, czy uruchomienie mechanizmu praworządności? 

A poważnie, nadal uważam, że rozporządzenie ma wady prawne (m.in. brak podstawy prawnej) i dlatego powinno trafić pod ocenę TSUE. Polska i Węgry powinny je zaskarżyć do TSUE. I zrobią to. Zaskarżyć rozporządzenie można jednak dopiero po 1 stycznia, gdy wejdzie ono w życie. Wydanie rozstrzygnięcia przez TSUE pewnie sporo potrwa. Pesymiści mówią o dwóch latach, optymiści (zainteresowani przyspieszeniem prac w TSUE, jak pani komisarz Jourova) twierdzą, że to kwestia kilku miesięcy.

Sprawa jest niewygodna dla kolejnych prezydencji unijnych (kolejne to: portugalska, potem słoweńska), bo miały one podobne zastrzeżenia jak Polska. Upór ze strony Polski i trwanie przy groźbie weta niewiele by dało, a raczej zirytowałoby całe południe Europy, czekające na pieniądze z Brukseli. Wiadomo, że i nam są one bardzo potrzebne.

Mielibyśmy poza tym nieustanne „boksowanie” wewnątrz kraju, bo przecież protestowałyby kolejne zawody i grupy ludzi, że nie dostają pieniędzy itp. 

Już wiadomo, że nowym prezydentem USA jest Joe Biden. Czy istotnie Stany mogą nie zrealizować umów, które zawarł z nami Donald Trump? Czy nasza dobra współpraca z USA jest zagrożona?

Każdy nowy prezydent to przede wszystkim nowa osobowość, ale główny nurt polityki amerykańskiej pozostaje bez zmian. Stany Zjednoczone są niezwykle pragmatyczne, jeżeli coś jest dla nich korzystne, to politycznie się to wspiera, tak robią wszyscy. Niemcy np. forsują z uporem Nord Stream 2 (90 proc. tej inwestycji jest ukończone), choć jest to niedobre dla Unii Europejskiej. Jest jednak dobre dla Niemiec (i Rosji), więc promowane. Każde państwo powinno dbać o swoje interesy, to jego podstawowy obowiązek.

Sądzę, że wszystkie umowy o dostawę gazu (realizowane poprzez Gazoport w Świnoujściu) będą przez Stany Zjednoczone dokończone. Rozprowadzanie gazu amerykańskiego wiąże się z ideą Trójmorza (połączeniem m.in. wspólną infrastrukturą Europy Środkowo-Wschodniej od Polski, aż po Słowenię, z Austrią łącznie). Myślę, że polskie służby zagraniczne powinny kontynuować te kontakty i dbać o jak najlepszą współpracy ze Stanami Zjednoczonymi. 

 



Źródło: niezalezna.pl

 

Agnieszka Kołodziejczyk
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo