Wielkie zwycięstwo dawnych Wielkopolan

  

O powstaniu wielkopolskim mówi się i pisze w ostatnich latach dużo. I słusznie, bo ten bohaterski zryw Wielkopolan należy do najbardziej chlubnych kart naszej historii. Jednak tak jak w przypadku każdego tematu są też wątki, które porusza się rzadko lub całkiem pomija.

Przede wszystkim karność, doskonała organizacja i umiejętności bojowe Wielkopolan. W dużej mierze zawdzięczali to Niemcom. W końcu to właśnie pod ich zaborem rozkwitła idea polskiej pracy organicznej. Fakt, że w tych zmaganiach górą byli ich rywale. Lecz były to najpotężniejsze Niemcy w dziejach. W starciu gospodarczym przegrywał z nimi nie tylko kupiec czy przemysłowiec polski, lecz także angielski, francuski, amerykański. To był naród ludzi harujących od rana do nocy, budujących potęgę, przed którą drżał świat. W dodatku na naszych ziemiach to potężne państwo wspierało na dużą skalę Niemców w walce gospodarczej z Polakami. Z taką potęgą nie można było walczyć jak równy z równym, lecz sukcesy gospodarcze, społeczne i organizacyjne Polaków z zaboru pruskiego muszą budzić podziw i szacunek. Później, w czasie wojny, Polacy wcieleni do niemieckiego wojska przekonali się, że nie tylko gospodarzyć, ale i walczyć potrafią nie gorzej od Prusaków. Nie brakowało jednostek, w których Polacy należeli do najlepszych, najczęściej odznaczanych żołnierzy.

Wszystko to musiało budzić w Wielkopolanach poczucie dumy. Dumy, która z czasem przekształciła się w przekonanie, że jeśli wykorzystają nadarzającą się okazję, to potrafią wroga pokonać i wyzwolić swoją prowincję. A po zwycięstwie gospodarzyć nie gorzej od samych Niemców.

Nie tylko Polak wrogiem, ale każdy katolik

W polskich mediach i opracowaniach historycznych słyszymy, jak niemieccy zaborcy nienawidzili Polaków. Gdyby jednak zapytać przeciętnego Polaka dlaczego, to pewnie przyszłaby mu do głowy jedna odpowiedź: nienawidzili Polaków, bo już tacy byli.

Tymczasem pamiętać należy, że militaryzm niemiecki zamierzał sobie podporządkować wszystko, co nieniemieckie, a nie tylko polskie. Z kolei Bismarck przedstawiany jest jako wielki polakożerca. Oczywiście do naszych przodków nastawiony był zdecydowanie negatywnie, lecz i tu trzeba dodać, że żelazny kanclerz był przede wszystkim wrogo nastawiony do katolików i tę politykę kontynuowali jego następcy. Tyle tylko że znacznie brutalniej niż on. Na przykład w niektórych częściach Wielkopolskiej Pruskiej Komisji Kolonizacyjnej nie wolno było sprzedawać ziemi Niemcom, jeśli byli katolikami. Budując nowe drogi, omijano wsie zamieszkałe przez Niemców katolików, te miejscowości miały też marne szanse na wsparcie finansowe ze strony władz. Sprawiało to, że często w wyborach lokalnych polscy i niemieccy katolicy razem tworzyli listy wyborcze i wystawiali wspólnych kandydatów, zresztą obie grupy nierzadko ze sobą ściśle współpracowały.

Nieprzygotowani do walki?

Często sugeruje się, że powstańcy do walki nie byli przygotowani, że był to wybuch spontaniczny. I tak, i nie. Nikt nie planował rozpoczęcia powstania akurat w dniu przyjazdu Paderewskiego do Poznania. Lecz przecież do rozpoczęcia walki przygotowywano się od dawna. Wystarczy choćby wspomnieć działające od lat w różnych miejscowościach Towarzystwa Gimnastyczne „Sokół”. Teoretycznie sportowe, a tak naprawdę organizacje paramilitarne, do których należeli wyłącznie Polacy. To samo zadanie miały różne polskie stowarzyszenia, których w zaborze pruskim działało wiele. Choćby towarzystwo polsko-katolickich terminatorów, towarzystwa przemysłowe, robotników. Lista podobnych polskich organizacji jest długa. Wreszcie idea pracy organicznej. Wszystkie te przedsięwzięcia miały na celu przygotowanie Polaków do odzyskania niepodległości. Jako ciekawostkę warto podać tytuły pieśni, jakie śpiewano na zebraniach tych organizacji. Na początku wielkiej wojny generalnie określić je można jako dość neutralne. Lecz im wojna dłużej trwała, tym były śmielsze. Wykonywano „Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród” i „Wisło moja, Wisło stara”, „Jeszcze Polska nie zginęła”, „Boże, coś Polskę”, wreszcie rotę skautowską „Patrz, Kościuszko, na nas z nieba, jak w krwi wroga będziem brodzić”.

Większość wymienionych wyżej organizacji nie przygotowywała młodych Polaków do walki bezpośrednio ani też nie miała za zadanie rozwijania jedynie tężyzny fizycznej. Wielkopolanie doskonale rozumieli, że aby wygrywać na polu bitwy, żołnierz musi nie tylko być sprawny, lecz także mieć wpojone takie cechy, jak karność, zdolność organizacji czy posłuszeństwa wobec przełożonych. Nabywa się ich latami m.in. poprzez aktywny udział w organizacjach, na pozór z wojskiem niemających nic wspólnego. Wspólne działania i cele w danym związku miały uczyć właśnie sprawnej organizacji oraz współpracy gospodarczej, bez której nie funkcjonowałoby dobrze żadne zaplecze wojskowe.

Niemcy wyszkolili Polaków

Jeśli chodzi o sprawy czysto militarne, tu za Polaków robotę wykonali sami Niemcy. Najpierw szkoląc ich w swej armii, a potem wysyłając na front, na którym nabywali doświadczenia wojskowego. Ze służbą Polaków w niemieckiej armii wiąże się dość powszechne przekonanie, że do najsłabszych stron powstańczych oddziałów należał brak wyszkolonych oficerów. Fakt, że było ich mało. Niemcy nie pozwalali robić obcym karier w swej armii. Lecz w szeregach wojsk powstańczych nie brakowało podoficerów, ludzi z ogromnym bojowym doświadczeniem. Jak się okazało, to doświadczenie procentowało, albowiem generalnie dobrze wywiązywali się oni z dowodzenia większymi niż dotychczas jednostkami bojowymi, którymi przyszło im kierować podczas powstania. Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że w powstaniu, jeśli chodzi o przygotowanie bojowe, walczyli Niemcy przeciw Niemcom, z tym że jedna ze stron mówiła po polsku. W końcu karność, organizacja i wielkopolski porządek, które tak doskonale zaprocentowały w czasie tych walk, to w dużej mierze efekt kilku pokoleń wychowania na niemiecką modłę. Tak jak sztuka walki, której Polacy nauczyli się od Niemców. W pierwszych dniach powstania w polskich oddziałach obowiązywał wojskowy regulamin pruski.

Wreszcie sprawa zaplecza frontowego powstania. Tu także zaprocentowała wyuczona karność Wielkopolan. Praktycznie cała prowincja pracowała na swoich żołnierzy. Wojska powstańcze nie miały większych problemów z zaopatrzeniem, a system aprowizacyjny działał dobrze. Nie brakowało jedzenia ani papierosów. Na początku było za mało mundurów, w efekcie powstańcy do walki często ruszali w cywilnych ubraniach. Lecz były to ubrania domowe, ciepłe, w sam raz na zimowe, frontowe warunki.

Przypadkowy początek

Wracając do daty wybuchu powstania. Przyjazd Paderewskiego był jego bezpośrednią przyczyną. Lecz powstanie i tak wybuchłoby w ciągu najbliższych dni. Po prostu lepszych okoliczności nie można było sobie wymarzyć. Niemieckie państwo praktycznie nie funkcjonowało, tak samo jak armia. Powstańcy walczyli z oddziałami Grenzschutzu oraz pojedynczymi jednostkami niemieckiego wojska. Mniejszymi lub większymi, ale jednak rozproszonymi, pozbawionymi jednolitego dowództwa. Ich opór był generalnie na tyle silny, na ile dowódcy lokalnego garnizonu czy też oddziału udało się zmobilizować swoich żołnierzy do walki. Bardzo często im się to nie udawało. Wielu Niemców po koszmarze dopiero co zakończonej wielkiej wojny do tej walki nie miało już sił ani chęci. Stąd też tak częste przypadki ich łatwego rozbrajania przez Polaków. Zdobywane w ten sposób broń i amunicja stanowiły istotną część wyposażenia powstańczych oddziałów.
Sporo dobrego dla powstańców zrobili też... Niemcy. W listopadzie 1918 r. powołali oni Służbę Straży i Bezpieczeństwa w celu zapewnienia dyscypliny wojskowej w poszczególnych garnizonach. W myśl założeń służyć w niej mieli głównie Niemcy, ale w Poznaniu i kilku najbliższych miastach zdominowali ją Polacy. I tak pod bokiem Niemców i z ich błogosławieństwem powstały oddziały, które w dniu wybuchu powstania wielkopolskiego błyskawicznie przekształciły się w kompanie powstańcze.

Cios w plecy

Niemcy zarzucali później Polakom, że zadali im cios w plecy, walczyli nieuczciwie. To propaganda, niemniej Polacy tam, gdzie się dało, atakowali z zaskoczenia. Dysponowali przy tym ogromnymi atutami: perfekcyjną znajomością niemieckiego, wiedzą o organizacji wojsk przeciwnika, sposobach walki, w ogóle wiedzieli o swym przeciwniku niemal wszystko. Wykorzystywali to wielokrotnie. Bywało, że przebierali się w cywilne ubrania, by zajść wroga od tyłu. Nierzadko podawali się za niemieckich uchodźców, wchodząc za niemieckie linie bojowe. W czasie walk regularnie dochodziło do pojedynków na małych przestrzeniach, w dodatku w zimowych ciemnościach. Żołnierze często mieszali się ze sobą. Powstańcy nieraz wołali wtedy do Niemców, podając się za ich rodaków, co ich skutecznie dezorientowało. Słowem postępowali tak jak praktycznie każda armia, wykorzystująca wszystkie swoje atuty, by zwyciężyć. Niemiecka propaganda przedstawiała takie zachowanie oczywiście jako nierycerskie. Cóż można na to odrzec – może i nierycerskie, ale za to skuteczne.


Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

     
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts