Był Pan znawcą historii Witolda Pileckiego, zanim rozpoczął pracę nad książką „Rotmistrz”. Czy podczas pisania i docierania do materiałów źródłowych dowiedział się Pan czegoś wstrząsającego?

Poznawałem go od lat poprzez wiele rozmów z jego córką Zofią, Jackiem Pawłowiczem, który jest dyrektorem Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL przy ul. Rakowieckiej w Warszawie. Oni mi otworzyli oczy na jego postać. Czytałem teczki z archiwum IPN, książki pisane przez osoby, które go znały. A także to, co napisano dotychczas o Witoldzie Pileckim. Bardzo pomocny był również jego syn Andrzej Pilecki. Dzięki temu zobaczyłem w Witoldzie Pileckim człowieka pogodnego, który miał ciekawe pomysły, był twórczy. Czy coś mną wstrząsnęło podczas pisania? Było wiele takich historii. Bolesne było odkrycie zapisu cenzorskiego z 1980 r. na pisanie o Witoldzie Pileckim. Ten dokument był wcześniej omawiany. Dzięki Mariuszowi Olczakowi z Archiwum Akt Nowych dotarłem jednak do oryginału, który umieściłem w książce. Zobaczyłem, jak komuna blokowała jego pamięć. Nie ma ciała, nie ma grobu i nie mogło być o nim artykułów w prasie, książek, wystaw, filmów czy spektakli... A Witold Pilecki mimo to powrócił w chwale.

Mnie zaskoczyło, że jego przodkini Elżbieta Pilecka była żoną Władysława Jagiełły... Bardzo dogłębnie badał Pan jego korzenie, ale też życie codzienne. Z Pańskiej książki dowiadujemy się na przykład, co stało na stole w domu Pileckich. Albo o tym, że Witold Pilecki zabiegał o względy swojej przyszłej żony Marii Ostrowskiej, podjeżdżając konno pod dom, w którym mieszkała, i rzucając przez okno kwiaty na jej łóżko. Takie szczegóły mają znaczenie? 

Ludzie wyrastają w jakimś środowisku. W domach opowiada się o przodkach i ich zwyczajach, na ścianach wiszą obrazy, mama czyta książki na dobranoc… Mnie zawsze ciekawił człowiek w tym dorastaniu do trudnych prób, z którymi mierzył się w dorosłym życiu. Jakie potrawy stały w domu na stole, jak się ubierano, kto przychodził w gości, o czym rozmawiano w domu, jakie książki były czytane w młodości. Tak można poznać człowieka w jego pełni. Myślę, że czytelników także to zainteresuje. 

Ile byśmy nie czytali o warunkach w Auschwitz, za każdym razem jest to wstrząsające doświadczenie. Przywołane relacje rotmistrza, który opowiada o tym, jak Niemcy wbijali nóż w nerki więźniom... Był jakiś moment podczas pracy nad książką, w którym uronił Pan łzę?

Tortury i metody uśmiercania, które stosowali Niemcy w obozie w Auschwitz, to jest krwawa i czarna karta w historii ludzkości. Nie mogłem spać w nocy, gdy o tym pisałem. Poznawałem to poprzez świadectwo „Raportu” Witolda Pileckiego i opisy więźniów, np. Wincentego Gawrona, Edwarda Ciesielskiego czy boksera Tadeusza „Teddy’ego” Pietrzykowskiego. Historyk Adam Cyra opisał funkcjonowanie w obozie Związku Organizacji Wojskowej. Z tych książek możemy dowiedzieć się o wielkich postawach, ratowaniu innych, którzy znaleźli się w tym piekle. Te świadectwa mnie wzruszały. Wiele z nich opisałem. Niezapomniana była obozowa wigilia w 1941 r. w bloku 25 z zawieszonym polskim orłem na choince i głębokim doświadczeniem wspólnoty.