Choć nazwa ulubionego wigilijnego dania Vrdoljaka brzmi dla nas egzotycznie, to ukrywa się pod nią dobrze znany w naszym kraju dorsz.

Bakalara pieczemy pod sacem, czyli pod kopułą. Razem z ziemniakami, cebulą i oliwką z oliwek. By potrawa miała odpowiedni bukiet i smak, dodajemy do niej około 300 mililitrów dobrego, białego wina. Piecze się go około 40 minut. Potem dokładnie miesza, dodaje gałązki rozmarynu i znów piecze. Teraz przez 20 minut. Pyszności! Moja żona Maja jest mistrzynią w przyrządzaniu tej potrawy

- śmieje się Ivo.

W tym roku na wigilii u byłego gwiazdora Legii gościła jego mama i teściowa. "Obie zajadały się bakalarem, który można też podawać w wersji na bjelo, czyli jako pastę z oliwą z oliwek, kilkoma ząbkami czosnku, pietruszką i kartofelkami. Ale ja wolę ta rybkę pieczoną" - dodaje Vrdoljak.

Były kapitan drużyny z Łazienkowskiej opowiada, że choć przez sześć lat gry w Legii, nigdy nie spędzał Świąt Bożego Narodzenia w Polsce, to z rozmów z kolegami wie, że w święta na stołach w obu krajach królują podobne specjały.

Jest dużo mięs, sałatek, rybek i... słodyczy. Gdy grałem w piłkę musiałem uważać na wagę, dlatego unikałem słodkości. Teraz za to żona śmieje się, że chleb z nutellą, zamiast nutellę z chlebem. Uwielbiam ciasta w każdej postaci, a już najbardziej torty czekoladowe. Dlatego, żeby podtrzymać formę, jeżdżę na rowerze. Z grupą przyjaciół pokonujemy coraz dłuższe dystanse. Zaczęliśmy od 20 km, potem było 30, 50 i 100. A w czerwcu w ciągu jednego dnia przejechaliśmy 300 km. Z Zagrzebia na wyspę Pag, naszą chorwacką Ibizę. Miałem wątpliwości, czy damy radę pokonać taki kawał drogi, ale się udało

- śmieje się Ivo.

Na Pagu Vrdoljak ma pensjonat i restaurację, które wynajmuje. Na razie nie ma czasu na prowadzenie biznesu hotelarsko – gastronomicznego, bo prężnie działa na rynku menedżerskim. To Ivica sprowadził do Legii Marko Vesovicia i planuje zainteresować szefów mistrzów Polski kolejnymi zawodnikami z Bałkanów.

Ale to po świętach. Teraz najważniejszy jest czas spędzony z rodziną. Uwielbiam najbliższym kupować prezenty. Najpierw zabieram żonę i dzieciaki - córeczkę Aurorę i synka Marino, na rekonesans po sklepach. Kiedy zobaczę, że coś im się szczególnie podoba, już wiem, co im podarować. Mam taki zwyczaj, że z prezentami nie czekam na ostatnią chwilę. Zdarza się, że nawet po kilka miesięcy ukrywam je w bagażniku samochodu, by przed Gwiazdką przekazać je Djedowi Mrazowi, czyli waszemu Świętemu Mikołajowi, a on już rozda je dzieciom. A najlepszy podarek, jaki ja dostałem? Miałem sześć albo siedem lat, kiedy Djed Mraz przyniósł mi wymarzony rower BMX. Była zima, a ja uparłem się, by od razu zasuwać nim po dworze...

- wspomina piłkarz.

Wszystkim życzę, by te święta spędzili z najbliższymi i żeby tak jak ja cieszyli się, z prezentów od Djeda Mraza

- kończy Ivica Vrdoljak.