Bratanek spieszy z pomocą

Pan Stanisław ma 74 lata i od pięćdziesięciu lat prowadzi gospodarstwo rolne pod Gdynią. Łącznie posiada prawie 7 hektarów atrakcyjnych gruntów nad morzem w Kosakowie i Kazimierzu. Hodował 200 świń, a obecnie ma 100 kur. W 2011 r. rolnik miał 40 tys. zł długu u znajomego. Nie miał jednak gotówki, żeby go spłacić.

Któregoś dnia zjawił się u mnie bratanek Rajmund. Mówił, że na "Meksyku" (potoczna nazwa pobliskiej dzielnicy Gdyni - przyp. red.) chodzą słuchy, że mnie zabiją, jak nie oddam kasy. Bardzo się wystraszyłem. Bratanek mówił, że jak przepiszę mu jedną działkę – 2 tys. metrów kwadratowych, to odda ten dług za mnie i sprawa będzie załatwiona

 – opowiada pan Stanisław.

Rolnik nie wiedział, że bratanek od lat ma poważne kłopoty z prawem i akurat przebywa na wolności, bo sąd uchylił mu tymczasowe aresztowanie.

Z profilu w mediach społecznościowych Rajmunda W. wynika, że jest zapalonym kibicem Arki Gdynia, sportowcem i podróżnikiem. Mężczyzna szczyci się tam hasłem: "Szlachta nie pracuje". Ze zdjęć z ostatnich lat, nie wynika, że spędził też kilka lat w więzieniach w całej Polsce.

Procesy "Mundka", zwanego "Rajtkiem"

Wedle ustaleń Polskie Agencji Prasowej, w 2017 r. został prawomocnie skazany przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku na 8 lat więzienia za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, kradzieże luksusowych aut, przemyt kilograma kokainy i wyłudzenie 30 tys. zł kredytu.

Proces 45-letniego dziś "Mundka" vel. "Rajtka" ciągnął się wiele lat, bo przestępca starał się o kasację wyroku i ułaskawienie u prezydenta, ale dostał negatywną opinię sądów. Jego wspólnicy z gangu zostali wcześniej skazani.

"Mundek" zorganizował gang w połowie 2005 r. Grupa kradła luksusowe terenówki z podziemnych parkingów w Gdyni. Był w niej ścisły podział obowiązków, a bezkarność złodziejom zapewniali dwaj skorumpowani funkcjonariusze sekcji do walki ze złodziejami aut wydziału kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Gdyni.

Gang posiadał nawet mapę z lokalizacją policyjnych kamer i wykaz samochodów operacyjnych policji. Ze skorumpowanymi funkcjonariuszami kontaktował się i płacił za tajne informacje jedynie "Mundek".

Akcja "Kundle"

Gdy Komenda Miejska Policji w Gdyni nabrała podejrzeń, że w swoich szeregach ma przekupionych policjantów, a w mieście bezkarnie działa gang złodziei samochodowych, operację pod kryptonimem "Kundle" rozpoczęło Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Głównej Policji w Warszawie. Zarówno złodzieje, jak i współpracujący z nimi funkcjonariusze, byli przez kilka miesięcy podsłuchiwani.

Tajną operację przerwano w nocy 1 marca 2006 r. Wtedy złodziei - "Sebę" i "Boczka" złapano na gorącym uczynku w Nissanie X-Trail, gdy próbowali wyjechać z podziemnego parkingu na gdyńskim Fikakowie.

"Mundek" wpadł chwilę później, bo z krzaków po drugiej stronie ulicy obserwował przez lornetkę teren i był w kontakcie telefonicznym ze skorumpowanymi policjantami, którzy ostrzegali go o zasadzkach i nieoznakowanych patrolach gdyńskich "kryminalnych".

Mężczyzna nie wiedział, że od kilkunastu tygodni policja rozpracowuje gang, a inni funkcjonariusze wydziału kryminalnego celowo wprowadzili w błąd dwóch policjantów współpracujących z przestępcami. Tej nocy "Mundek" nie dostał informacji o zasadzce.

Próbował uciec z krzaków, w których obserwował wpadkę swoich kompanów, ale po krótkim pościgu został zatrzymany przez policjantów. Kilka godzin po akcji na Fikakowie, zostali zatrzymani dwaj współpracujący z gangiem funkcjonariusze gdyńskiej komendy. Z uwagi na wagę sprawy śledztwem zajęła się Prokuratura Apelacyjna (dzisiaj Prokuratura Regionalna) w Gdańsku.

Podczas przeszukania jednego z mieszkań zatrzymanych policjanci znaleźli ponad kilogram kokainy. Jak wynikało ze śledztwa, gang zakupił narkotyki na Antylach Holenderskich, a potem przemycił do Polski. Przestępcy nie zdążyli ich sprzedać, bo zostali zatrzymani.

Sprawa zagarnięcia działki wuja

"Mundek" wyszedł na wolność jesienią 2008 r. po uchyleniu tymczasowego aresztowania. W 2011 r. spotkał się z panem Stanisławem i zaczął rozmowy na temat przepisania działki.

Wierzyłem bratankowi i jak pojechaliśmy do notariusza, to byłem pewien, że przepisuję jedną działkę. Rajmund cały czas mi powtarzał "wujek, wszystko będzie dobrze". Na urzędach się nie znam, więc mu ufałem

– mówi pan Stanisław.

Na podpisanie aktu notarialnego rolnik poszedł po kilku piwach, które podarował mu "Mundek". Jak twierdzi, podczas późniejszych zmian notarialnych nawet mu go nie odczytano. Pamięta, że jedynie podpisał dokumenty. "Podczas drugiej wizyty w kancelarii notarialnej nawet nie widziałem pani notariusz, bo dokumenty podpisywałem w sekretariacie bez jakiegokolwiek odczytania" – powiedział.

Akty notarialne związane z przejęciem majątku w Kosakowie i Kazimierzu zostały sporządzone przez notariusza Hannę W., która jest obecnie jedną z prawniczek podejrzanych o udział w mafii mieszkaniowej. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Regionalna w Gdańsku.

W dokumentach zaniżono wartość gospodarstwa, bo wskazano, że prawie 7 ha atrakcyjnych gruntów nad morzem ma wartość jedynie 200 tys. zł.

Kilka dni po podpisaniu umów "Mundek" wrócił z powrotem za kratki wz. ze sprawą gangu, którym kierował.

Pan Stanisław nie ma nic, prokuratura umorzyła śledztwo

Dwa lata po sporządzeniu aktów notarialnych pan Stanisław przez przypadek dowiedział się w urzędzie gminy, że nie ma niczego. Wtedy zgłosił też sprawę Prokuraturze Rejonowej w Gdyni, która jednak nie dostrzegła w działaniach "Mundka" i jego rodziny przestępstwa. Po kilku tygodniach śledztwo umorzyła.

Przed prokuratorem Rajmund W. tłumaczył, że wujek chciał dostać emeryturę z KRUS i dlatego przepisał cały majątek na niego. Prokurator zamiast seniorowi, dał wiarę tłumaczeniom gangstera "Mundka" i jego rodziny.

W 2014 r. pan Stanisław złożył pozew o unieważnienie aktów notarialnych do sądu.

Byłem pewien, że mnie stąd wyrzucą, bo żona Rajmunda przyjeżdżała z jakimiś urzędnikami i już chcieli teren "działkować". Przejęli cały majątek, a w życiu mi tu w niczym nie pomogli. Jak zawieraliśmy umowy, nie miałem pojęcia, że to przestępca. Snuli mi opowieści, że Rajmunda nie ma, bo pojechał na saksy do Ameryki. Nie wiedziałem, że w tym czasie siedział w kryminale

 – opowiadał rolnik. Pan Stanisław podkreślił, że opowieści o przepisaniu majątku za emeryturę KRUS są nieprawdą, bo w 2012 r. z uwagi na wiek nabył prawa emerytalne. Na przepisaniu majątku "Mundkowi" pan Stanisław nie zyskał finansowo, bo stracił unijne dopłaty.

Umowy wreszcie unieważnione, ale sprawa trwa

W 2017 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku wydał zabezpieczenie pozwu i "Mundek" oraz jego żona nie mogli dysponować działkami. Sprawa cywilna ws. majątku ciągnęła się sześć lat. Prośby "Mundka" o prezydenckie ułaskawienie nic nie dały i musiał wrócić do odsiadywania kary 8 lat więzienia.

W październiku br. Sąd Apelacyjny w Gdańsku prawomocnie unieważnił umowy notarialne zawarte w 2011 r., w których rolnik wyzbył się majątku. W wyroku sędziowie nie skupili się na próbie oszustwa, a unieważnili akty notarialne, bo "Mundek" miał z żoną rozdzielność majątkową i nie mogli wspólnie przejąć działek w Kosakowie i Kazimierzu. Jednocześnie sąd zwolnił Rajmunda W. i jego żonę z jakichkolwiek opłat sądowych - za proces zapłacą podatnicy.

Mecenas reprezentujący "Mundka" Mateusz Piłat nie odpowiedział, czy będzie wnosił o kasację do Sądu Najwyższego ws. działek nad morzem, choć złożył wniosek o uzasadnienie wyroku w SA w Gdańsku.

Rajmund W. obecnie przebywa na wolności - odsiadywanie kary 8 lat więzienia powinien skończyć w listopadzie 2021 r., ale korzysta z przedterminowego zwolnienia po odbyciu większej części kary. "Mundek" nie chciał rozmawiać z kontaktującym się z nim dziennikarzem .