Co będzie zabronione - nie wiedzą

Na tydzień przed Bożym Narodzeniem Włosi nadal nie wiedzą, co będzie zabronione w ich trakcie. Wcześniej rząd zapowiedział, że od 21 grudnia do 6 stycznia obowiązywać będzie zakaz podróży między regionami bez ważnej potrzeby, a w pierwszy i drugi dzień Świąt oraz w Nowy Rok nie wolno opuszczać gminy, w której się mieszka. Ponadto utrzymana zostanie godzina policyjna od 22.00 do 5.00.

Jednak te zapowiedziane restrykcje uznano za niewystarczające, by zahamować wzrost zakażeń i zgonów. We Włoszech zmarło od początku pandemii 66,5 tysiąca osób; to najwięcej w Europie.

Premier Giuseppe Conte przyznał, że konieczne będą dalsze restrykcje.

Na czele zwolenników ogłoszenia kraju do 6 stycznia czerwoną strefą z maksymalnie surowymi restrykcjami stanął szef władz Wenecji Euganejskiej Luca Zaia. W regionie tym notuje się w tych dniach najwyższą w kraju liczbę nowych zakażeń koronawirusem.

Gubernatora z Ligi poparły władze stołecznego Lacjum, Molise i Friuli - Wenecji Julijskiej. Za takim rozwiązaniem opowiadają się też minister zdrowia Roberto Speranza i szef resortu do spraw regionów Francesco Boccia.

Nie chcą obostrzeń

Zdecydowanie przeciwny temu jest przewodniczący władz Ligurii Giovanni Toti. Jego zdaniem dalsze ograniczenia są słuszne jedynie tam, gdzie sytuacja jest najtrudniejsza.

"Sprzeciwiam się jednolitym krokom, trzeba dać obywatelom trochę wytchnienia"

- stwierdził polityk z Genui.

Łagodniejsza hipoteza, rozważana przez rząd, to wprowadzenie czerwonej strefy w całym kraju 24, 25, 26, 27 i 31 grudnia oraz 1,2 i 3 stycznia - podaje dzisiejsza prasa.

Zawarcie porozumienia opóźnia się i nie wiadomo, kiedy zostaną ogłoszone definitywne decyzje rządu dotyczące świąteczno - noworocznych restrykcji.

Premier Conte powtarza, że trzeba zrobić wszystko, by uniknąć trzeciej fali pandemii. W jednym z wywiadów wystosował apel do Włochów, by nie planowali "nielegalnych zabaw sylwestrowych".

"Nie róbcie tego, proszę was"

- dodał szef rządu.