Michał Kamiński zaproponował dziś, by opozycja spróbowała "przeciągnąć" w Sejmie na swoją stronę kilku posłów PiS i stworzyła "rząd techniczny", który doprowadziłby do przedterminowych wyborów. O tę propozycję, sformułowaną w Radiu TOK FM, Kamiński był pytany przez dziennikarzy w Sejmie.

- Nie oczekujmy nowej koalicji rządowej. Oczekujmy rządu technicznego, opartego o autorytety, który posprząta i przygotuje Polskę do nowego rozdania

 - wypalił Kamiński.

Ocenił też, że "obecny rząd nie ma już większości w społeczeństwie", choć ostatnie sondaże wskazują, że to Zjednoczona Prawica wciąż cieszy się największym poparciem. 

Pytany, kto mógłby być premierem "rządu technicznego", Kamiński powiedział:

"To jest pytanie, które trzeba sobie zadać na końcu. Są dwie opcje. To może być polityk, a można przyjąć założenie zupełnie niepolityczne"

Marszałek Senatu Tomasz Grodzki, pytany o tę propozycję na konferencji prasowej, ocenił ją przychylnie. 

Co ciekawe, pomysł "rządu technicznego" to... kopia rozwiązania, jakie Prawo i Sprawiedliwość zaprezentowało w 2013 roku, będąc jeszcze w opozycji do rządu Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego.

- Jeżeli zostanie powołany rząd techniczny, to w zależności od woli partii może on być rządem do konstytucyjnego terminu wyborów lub jakiegoś innego terminu, który zostanie uzgodniony

- mówił wówczas Jarosław Kaczyński, składając wniosek o wotum nieufności dla rządu PO-PSL i wskazując prof. Piotra Glińskiego jako kandydata na premiera rządu technicznego. Wtedy sejmowa większość odrzuciła wniosek. Przy obecnej sytuacji w Sejmie, matematyka jest nieubłagana - wniosek opozycji najprawdopodobniej zakończy się dokładnie tak samo.