Piontkowski w kontekście możliwego terminu powrotu dzieci do szkół powiedział na antenie Polsat News, że pierwsze poluzowanie jest możliwe po feriach zimowych, które w tym roku potrwają do niedzieli 17 stycznia.

Mamy nadzieję, że do tego czasu obostrzenia, które obowiązują we wszystkich dziedzinach życia społecznego, przyniosą efekty i liczba zachorowań będzie jeszcze mniejsza niż w tej chwili. Zejdzie poniżej 10 tys., a będzie zdecydowanie niższa. Wtedy możemy mówić o pójściu przynajmniej części dzieci i młodzieży do szkół.
- zaznaczył.

Dodał, że w pierwszej kolejności do szkoły powinny powrócić najmłodsi uczniowie – klas I-III ze względu na to, że mają największe problemy związane z obsługą urządzeń elektronicznych służących do nauki na odległość. Potem na powrót mieliby szansę uczniowie klas wyższych szkół podstawowych i średnich ze względu na czekające ich egzaminy końcowe.

Musi być pewna gradacja. Wszystkich już 18 stycznia raczej do szkoły nie będziemy mogli wysłać na zajęcia stacjonarne. W miarę upływu czasu, gdy skala zachorowań będzie mniejsza, a szczepionka powszechniejsza (...), wtedy także pozostali uczniowie będą mogli wrócić do szkół.
- wyjaśnił.

Szczepionki dla nauczycieli

Piontkowski zaznaczył, że resort będzie namawiał nauczycieli, aby się zaszczepili. Tę grupę zawodową, obok personelu medycznego, sanepidu i DPS-ów, uznano za priorytetową w Narodowym Programie Szczepień.

Wiceministra zapytano też o to, dlaczego dzieci będą mogły uczestniczyć w półkoloniach w czasie ferii, podczas gdy do szkoły chodzić nie mogę ze względu na epidemię. Zaznaczył, że zajęcia te będą obejmowały niewielką liczbę dzieci. Przypomniał, że według wytycznych grupy półkolonijne mogą liczyć nie więcej niż 12 uczniów, a opiekę nad nimi sprawuje ten sam opiekun. Pozwoli to na zmniejszenie kontaktów społecznych i tym samym – jak podkreślił Piontkowski – ograniczenie ewentualnego ryzyka rozprzestrzeniania koronawirusa.

Dzieci potrzebują kontaktu z rówieśnikami i ruchu, a rodzice powinni być spokojni, że w czasie, kiedy pójdą do pracy, ich dzieci będą miały opiekę.
- uzasadnił wiceminister.