Niedzielna zdyma feministek i tzw. przedsiębiorców była kolejnym w serii protestem, które trwają od 22 października przeciwko zaostrzeniu przepisów dotyczących aborcji przez orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego.

Demonstracje feministek organizowane są pomimo przepisów epidemicznych, które na tego typu imprezy obecnie nie pozwalają. Ponadto wielokrotnie dochodzi podczas nich do skandowania wulgarnych haseł, obrażania uczuć religijnych, a także do bezpośrednich ataków na mundurowych. 

Rzecznik KSP nadkom. Sylwester Marczak przekazał, że w trakcie protestu wylegitymowano 212 osób oraz sporządzono 106 notatek do sanepidu. Wobec 60 osób skierowano wnioski o ukaranie do sądu, mandatami ukarano sześciu protestujących, a trzy osoby zatrzymano. Ponadto, podczas protestów, doszło do uszkodzenia policyjnego radiowozu.

Bodnar broni "ekspresji artystycznej" i "happeningów ulicznych"

Jak poinformowano we wtorek na stronie RPO, z doniesień mediów wynika, że policjanci podejmują działania wobec osób pokojowo manifestujących swoje poglądy poprzez ekspresję artystyczną czy happeningi uliczne.

RPO wskazał, że chodzi m.in. o legitymowanie osób, które z koksownikiem i w mundurach milicjantów PRL zainscenizowały internowanie wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego w pobliżu jego domu czy "prowadzenie wywiadów" z osobami mieszkającymi w budynku przy ul. Mickiewicza, w którym wystawiono inscenizację "Dziadów" Adama Mickiewicza.

W imieniu Bodnara jego zastępca Stanisław Trociuk skierował pismo do szefa KGP gen. insp. Jarosława Szymczyka z prośbą o przedstawienie informacji o wskazanych przez niego sprawach oraz wskazanie podstawy prawnej podejmowanych działań przez policję.

Legitymowanie jest niewłaściwe 

Zdaniem Biura RPO opisane sytuacje wskazują, że legitymowanie podejmowano w związku z podejrzeniem popełnienia wykroczenia z art. 51 par. 1 Kodeksu wykroczeń. Zgodnie z nim "kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny".

Jak zaznaczono, Sąd Najwyższy uznawał, że taki wybryk to zachowanie się, "jakiego wśród konkretnych okoliczności czasu, miejsca i otoczenia, ze względu na przyjęte zwyczajowo normy ludzkiego współżycia, nie należało się spodziewać; które wywołuje powszechne negatywne oceny społeczne i odczucia odrazy, gniewu, oburzenia".

Według SN nie może zaś być uznany za taki wybryk czyn, który "nie tylko, iż nie koliduje w rażący sposób z obowiązującymi w określonym kontekście sytuacyjnym normami zachowania się, ale wręcz wzbudza, w odbiorze powszechnym – oceny akceptacji, choćby milczącej zgody, aprobaty, podziwu lub uznania".

Dialog społeczeństwa z władzą

W tym kontekście RPO podkreślił, że publiczne wyrażanie poglądów w różnych formach - także na ulicach i placach miast - stanowi "całkowicie akceptowaną i zwyczajowo dopuszczalną w cywilizowanych społeczeństwach formę dialogu społeczeństwa lub jego części z władzą". "Chodzi zwłaszcza o sytuacje, gdy zawodzą instytucjonalne formy komunikacji społecznej - realizowane np. przez przedstawicieli społeczeństwa w parlamencie" - dodał.

"U podstaw takich wydarzeń leży nie tylko interes jednostek, ale również interes ogólnospołeczny. W ten sposób gwarantowany jest bowiem podstawowy dla demokracji mechanizm konfrontacji różnych poglądów i idei - także tych poglądów i idei, które nie są wygodne i przyjemne dla władzy, czy których władza nie podziela"

- czytamy.

Zdaniem RPO wypowiedzi w ramach happeningów "z całą pewnością" nie mogą być zatem traktowane jako wybryk.

"Zarówno organizatorzy happeningów i spektaklu teatralnego, jak i ich uczestnicy, korzystają z konstytucyjnie chronionej wolności wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, a także konstytucyjnej wolności zgromadzeń"

- wskazał.