"Nasza strategia nie była strategią konfrontacji" - podkreślił w Programie Pierwszym Polskiego Radia wiceszef MSZ odnosząc się do negocjacji ws. budżetu UE.

- Polska i Węgry z jednej strony informowały o tej czerwonej linii, że jeżeli ta czerwona linia zostaje przekroczona, to będzie weto z naszej strony. Z drugiej strony podchodziły do tego procesu negocjacyjnego bardzo odpowiedzialnie i położyły także na stole swoje propozycje, które ostatecznie zostały uwzględnione przez wszystkie kraje członkowskie

- stwierdził Szynkowski vel Sęk. - Ostrzegaliśmy o tym wecie z wyprzedzeniem - dodał wiceminister.

Po sprzeciwie Polski i Węgier wobec rozporządzenia dotyczącego mechanizmu powiązania dostępu do środków unijnych z przestrzeganiem zasad praworządności, w związku z którym premierzy obu państw zapowiadali możliwość zawetowania budżetu UE na l. 2021-2027, w czwartek w Brukseli doszło do porozumienia przywódców państw UE, które zostało zapisane w konkluzjach Rady Europejskiej.

Wiceminister podkreślił również, że wynegocjowany budżet oraz Fundusz Odbudowy jest bardzo korzystny dla Polski, a przewidziane w nim dla Polski środki będą "niezwykle przydatne" w zwalczaniu negatywnych skutków gospodarki po pandemii koronawirusa.

Jego zdaniem, gdyby nie udało się uchwalić budżetu i Funduszu Odbudowy, Polska w dalszym ciągu mogłaby otrzymywać środki unijne na podstawie prowizorium budżetowego. Wskazał jednak, że "te środki będą, w sensie operacyjnym, łatwiejsze do obsługi, jeżeli te ramy zostaną przyjęte".

W rozmowie brał również udział poseł KO Paweł Kowal. Według niego, ustalenia przyjęte na lipcowym szczycie przywódców UE były akceptowalne i korzystne dla Polski, a "jeżeli się komuś nie podobało rozporządzenie, to trzeba je było lepiej wynegocjować".

- Naszym błędem była wewnętrzna awantura - dodał polityk. Jego zdaniem, interesy premiera Węgier Viktora Orbana i rządu węgierskiego, który również zapowiadał weto do projektu budżetu unijnego i funduszu Odbudowy były odmienne od polskich. - Niepotrzebnie pomagaliśmy Węgrom - powiedział Kowal.

Jak zaznaczył wynegocjowane porozumienie nie zakłada zmiany kontrowersyjnego rozporządzenia, a będąca obiektem porozumienia deklaracja Rady Europejskiej jest jedynie dokumentem politycznym, bez wiążącej mocy prawnej.

Zdaniem Szynkowskiego vel Sęka, jednomyślna deklaracja woli politycznej przywódców wszystkich państw UE może okazać się bardziej znacząca niż rozporządzenie.

- To ma nawet charakter mocniejszy niż wiążące prawnie, ale uchwalone przy znacznie mniejszej większości rozporządzenie

- dodał wiceminister.