Ministerstwo Zdrowia podało dziś, że badania laboratoryjne potwierdziły zakażenie koronawirusem u kolejnych 13 110 osób, a zmarło 544 chorych.

- Pandemia oczywiście nieco wyhamowała w Polsce, ale nadal utrzymuje się na dość wysokim poziomie. Jeszcze liczbę nowych przypadków można zaakceptować, ale 400 czy 500 zgonów dziennie, to bardzo dużo. Ja jestem przyzwyczajony do śmierci, do zachorowań, do nieszczęść, ale nie mogę się jako obywatel i lekarz oswoić z tym, że mamy 500 zgonów dziennie z powodu COVID-19. To za dużo i dlatego w mojej ocenie nie można mówić o znaczącej poprawie sytuacji epidemicznej

- podkreślił dr Sutkowski.

Dodał, że nie może też pogodzić się jako obywatel z lekceważeniem obostrzeń oraz egoizmem części społeczeństwa, z tym, iż ludzie wynajmują hotele na święta i Sylwestra całymi rodzinami nazywając to wyjazdami służbowymi.

- Nie potrafię zrozumieć, że oszukujemy własne państwo. Cieszę się, że się do tego nie przyzwyczaiłem. Takie zachowania to policzek wobec ludzi, którzy umierają i tych, którzy do tych hoteli nie jeżdżą, aby dbać o zdrowie innych. Bo takie osoby, do których nie docierają żadne nakazy i zalecenia, mają tę większość, która się dostosowała, za ciężkich frajerów

 - powiedział dosadnie ekspert.

Pytany o to, ile osób w Polsce mogło do tej pory zetknąć się z koronawirusem SARS-CoV-2 ocenił, że są to miliony osób. Jego zdaniem szacunki dotyczące przeciwciał w badaniu w woj. zachodniopomorskim mówiące o zetknięciu się z tym wirusem 19 proc. testowanych są pewnie podobne bądź tylko nieco niższe w całym kraju.

- Te osoby na pewien czas są zabezpieczone. One mogą myśleć o szczepieniu później, bo przez jakiś czas nie zachorują znowu, ale czy to zmienia nam obraz pandemii w znaczący sposób? Czy to powoduje, że państwo ma wprowadzać restrykcje, a one mają być masowo łamane? Nie ma na to mojej zgody — także z szacunku dla ofiar tej choroby

- zakończył lekarz