Najpierw zaczęło się od dokopania totalnej opozycji. Padły nawet dość mocne słowa o „udawaniu padliny”. 

Opozycja, umówmy się, sześć razy przegrała pod rząd z PiS-em do tej pory, jeżeli nie chce przegrać siódmy raz, to powinna natychmiast przestać udawać padlinę, żeby przeżyć i czekać na to aż się PiS wywróci o własne nogi, a wtedy ona wjedzie na białym koniu, przekraczając swoje wymarzone progi wyborcze, zorganizować się i powiedzieć jasno: przedterminowe wybory. Skrócenie kadencji Sejmu, bo każdy tydzień dłużej z tymi nieudacznikami u steru, kosztuje życie i zdrowie Polaków, realne pieniądze.
- mówił Hołownia.

Dość szybko jednak polityk-celebryta wrócił na swoje dawne tory, wcielił się w rolę opozycyjnego doradcy i... zaczął snuć wizję odsunięcia Prawa i Sprawiedliwości od władzy. Plan Hołowni zakłada w pierwszej kolejności, rozbicie Zjednoczonej Prawicy – wszelkimi możliwymi sposobami.

Na ilu posłach wisi dzisiaj większość Zjednoczonej Prawicy? 160? Na sześciu czy siedmiu. Należy wykonać, przede wszystkim otworzyć rozmowy z tymi po tamtej stronie, którzy wydaje się, mogliby być na takie rozmowy gotowi. Np. z Gowinem czy jego środowiskiem. Ale też z innymi posłami, którym wcale tam nie jest źle. Obiecać im te rzeczy, które można im obiecać w nowej Polsce, przeciągnąć ich na swoją stronę, wywrócić tamtą większość, stworzyć rząd techniczny lub od razu umówić się z ludźmi na wybory i jak najszybciej doprowadzić do zmiany władzy.
- tłumaczy szczegóły swojego planu Szymon Hołownia w TVN24.