Jeśli nie dojdzie teraz do kompromisu ws. budżetu? Morawiecki: będziemy korzystać z prowizorium i walczyć o nowe warunki

Weto jest potrzebne jako sprzeciw wobec mechanizmów, przez który pieniądze w sposób arbitralny mogą być zabierane; nawet jeśli teraz nie dojdzie do kompromisu ws. budżetu UE, to przez rok budżetowy będziemy korzystać z prowizorium i walczyć o nowe warunki - mówi premier Mateusz Morawiecki.

Mateusz Morawiecki
Krystian Maj/KPRM

Morawieckiego spytano, dlaczego Polska chce zawetować unijny budżet i jaki jest pomysł na załatanie dziury po dziesiątkach miliardów euro, które stracimy z funduszy unijnych.

"Weto jest potrzebne jako sprzeciw wobec mechanizmów, przez który pieniądze w sposób arbitralny i – co najważniejsze — pozatraktatowy, mogą być zabierane różnym krajom. Nawet jeśli nie dojdzie do kompromisu teraz, to przez rok budżetowy będziemy korzystać z prowizorium i walczyć o nowe, jak najlepsze, warunki. Ścieranie się różnych racji to sytuacja naturalna, niekiedy nawet niezbędna, zarówno w biznesie, jak polityce. Niezależnie rozkręcamy programy inwestycyjne. To dziesiątki miliardów złotych na inwestycje lokalne, chociażby na drogi gminne i powiatowe, więc nie mam obaw, że ewentualne prowizorium będzie miało istotny wpływ na naszą gospodarkę"

- powiedział premier w rozmowie z "Pulsem Biznesu".

Na pytanie, czy będzie premierem, który zacznie dyskusję o polexicie, szef rządu stwierdził, że za każdym razem, gdy rząd otwiera negocjacje, opozycja "straszy" wyjściem z Unii Europejskiej. "Prawda jest taka, że o miejsce we wspólnocie walczy się w poważnym, czasem rzeczywiście szorstkim, ale partnerskim dialogu. Od polityki interpretacji wolę politykę realizacji polskich interesów. Interesy Polski leżą w Unii Europejskiej, ale to nie oznacza, że musimy się zgadzać na każdy postulat" - powiedział.

"Nie zapominajmy też, że w Polsce leżą również ważne interesy innych unijnych państw. My podkreślamy konieczność zmian także innych zjawisk, np. rajów podatkowych, czyli nieuczciwego mechanizmu, dzięki któremu najbogatsze kraje zabierają pieniądze pozostałym. Warto się zastanowić, dlaczego tak się dzieje, że gdy podnosimy temat rajów na forum unijnym, to zaraz słychać jakiś głos tego czy innego przywódcy, atakującego Polskę za rzekome łamanie zasad praworządności"

- oświadczył.

Szefa rządu pytano też o walkę z pandemią i marcowy lockdown oraz jego koszty.

"Pierwszą falę nasza gospodarka przeszła jako jedna z najmniej poturbowanych gospodarczo w Europie. Bezrobocie wzrosło nieznacznie — nie ponieśliśmy strasznego kosztu w postaci utraty setek tysięcy miejsc pracy. W Hiszpanii jest blisko 4 miliony bezrobotnych, a to kraj porównywalny wielkością populacji do Polski. Niemal natychmiastowy lockdown wiosną ochronił nasze zdrowie, lecz przedsiębiorstwa zostały dotknięte bardzo mocno i dlatego szybko zastosowaliśmy tarczę finansową. Oczywiście były to trudne decyzje, ale z biegiem czasu widać, że błyskawicznie przekazywane pieniądze uchroniły polską gospodarkę przed katastrofą i gigantycznym wzrostem bezrobocia" - powiedział premier.

Pomoc dla najbardziej dotkniętych

"Szacujemy, że pieniądze z tarcz dotarły bezpośrednio i pośrednio do prawie 5 milionów pracowników. Teraz jesteśmy gotowi na pomoc dla najbardziej dotkniętych branż, na którą przeznaczymy co najmniej 35 mld zł"

- dodał.

Morawieckiego spytano też o "bazowy scenariusz rządu w kwestii rozwoju pandemii" i czy bardziej prawdopodobne jest zacieśnianie czy luzowanie obostrzeń.

Według premiera "w scenariuszu bazowym" restrykcje są konieczne do końca stycznia, a potem decyzje będą zapadać na podstawie aktualnej sytuacji i prognoz. "Chcemy jednak być przygotowani na każdy scenariusz, bo wciąż zagrożeniem jest trzecia fala wczesną wiosną, dlatego musimy ciągle utrzymywać szpitale rezerwowe – naszą czwartą +linię obrony+, i przestrzegać zasad sanitarnych" - podkreślił szef rządu.

Nowe obostrzenia niewykluczone

"Nie mogę też całkowicie wykluczyć nowych obostrzeń, bo to zależy od tego, jak będziemy przestrzegać obecnych. Nasze prognozy będą zależne także od tego, jak szybko nabędziemy odporności dzięki szczepionkom. Czekamy na ich zatwierdzenie przez europejskie agencje, po czym niezwłocznie rozpoczniemy krajowy program szczepień. Mam nadzieję, że ta bardzo dobra wiadomość przełoży się w przyszłym roku nawet na 4 proc. wzrostu gospodarczego, lub więcej"

- dodał.

Dopytywany, czy nie zabraknie nam pieniędzy na walkę z pandemią, Morawiecki przekonywał, że gdyby nie pandemia, budżet miałby w tym roku zerowy deficyt. Ocenił, że mimo walki z koronawirusem finanse państwa są w dobrym stanie dzięki wcześniejszym wysiłkom w uszczelnianiu systemu podatkowego.

"Dziś już wiemy, że nadchodzące lata będą specyficzne – Joseph Stiglitz, noblista z ekonomii, powiedział, że musimy się przyzwyczaić do życia z deficytem przez dłuższy czas. Tu warto spojrzeć na świat – MFW prognozuje, że dług publiczny w relacji do PKB przekroczy 100 proc. w Hiszpanii, Francji i Wielkiej Brytanii, we Włoszech grubo ponad 150 proc., a w Polsce wyniesie około 55 proc. Mamy więc bufor, możliwość emitowania długu. Nasz realny wzrost gospodarczy będzie wynosił 4-4,5 proc., powiększony o inflację 6,5-7 proc. W takiej sytuacji dużo łatwiej nam zarządzać długiem niż rządom w Hiszpanii czy Włoszech, gdzie jest stagnacja. Reasumując — jestem przekonany, że poradzimy sobie z gospodarczymi skutkami pandemii znacznie lepiej niż wiele krajów Unii Europejskiej" - powiedział premier.

 

 



Źródło: niezalezna.pl, PAP

#weto #Mateusz Morawiecki #budżet UE

mg
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo