Szef amerykańskiego wywiadu ostrzega: Niespotykana ofensywa szpiegowska Chin w USA!

Szef amerykańskiego wywiadu ostrzegł, że komunistyczne Chiny prowadzą szereg operacji, których celem jest wpływ na amerykańskich polityków. Jego zdaniem to właśnie Pekin jest obecnie największym zagrożeniem dla Waszyngtonu.

Silentpilot

W czasie pierwszej kadencji Donalda Trumpa stosunki pomiędzy Waszyngtonem i Pekinem uległy wyjątkowemu ochłodzeniu. Powodem tego była jego zdecydowana polityka wobec chińskich komunistów. Polegała ona nie tylko na walce z nierównościami w handlu zagranicznym i wspieraniu państw zagrożonych przez Chiny, takich jak Tajwan. Jednym z jej ważniejszych, chociaż mało medialnych elementów, była walka z chińską infiltracją USA, między innymi ze „studentami”, którzy kradną wyniki badań i nowe technologie z amerykańskich uczelni i ośrodków badawczych. 

W opublikowanym na łamach "Wall Street Journal" felietonie dyrektor Wywiadu Narodowego John Ratcliffe ujawnił, że chińscy komuniści prowadzą obecnie „ogromną kampanię wpływu”, wymierzoną w co najmniej kilkudziesięciu amerykańskich kongresmenów i ich asystentów. Jej celem jest sprawienie, aby ci politycy podejmowali decyzje wygodne dla Pekinu. Ratcliffe podkreślił, że ta kampania jest znacznie szerzej zakrojona niż to, co robią Rosjanie i Irańczycy. 

Ratcliffe podał przykład jednej z takich operacji, z wykorzystaniem związków zawodowych. Przywódca takiej organizacji w amerykańskiej firmie należącej do Chińczyków miał dostać od szefostwa „prośbę” o wpłynięcie na kongresman pod groźbą utraty pracy. Następnie zwrócił się do niej, prosząc ją o zmianę niewygodnej dla Pekinu ustawy i grożąc, że bez tego członkowie jego związku nie poprą jej w wyborach. „Tłumaczy sobie, że chroni własnych członków, ale w tym momencie robi to, czego chcą Chiny, a kongresman jest pod wpływem Chin, czy sobie to uświadamia czy nie” - stwierdził - „Nasze informacje wskazują, że Pekin regularnie prowadzi w USA tego typu operacje wpływu”. Ujawnił, że w walce z tym zjawiskiem zdecydował się na zmiany w wynoszącym 85 miliardów dolarów rocznie budżecie agencji wywiadowczych, dzięki którym będą mogły one w większym stopniu skupić się na działalności kontrwywiadowczej wobec Chin. 

Wiele osób martwi się o to, jak sytuacja będzie wyglądała, kiedy prezydentem zostanie Joe Biden. W czasach Obamy był on zwolennikiem resetu w stosunkach z Chinami podobnego do tego, jaki Obama próbował przeprowadzić w stosunkach z Rosją. Dodatkowo - jak ujawniły media - jego syn, a być może on sam, był zaangażowany w mocno podejrzane interesy z Chińczykami, które mogą dać Pekinowi środki do tego, aby go szantażować. O ile oficjalnie Biden raczej nie przeprowadzi takiego resetu – lęk przed chińską dominacją jest w USA ponadpartyjny i wszelkie ruchy w tym kierunku nie zdobyłyby poparcia – o tyle może po cichu cofnąć część mniej medialnych, ale szkodzących chińskim komunistom decyzji Trumpa. 

Sam Trump najwyraźniej też ma tego świadomość. Jak twierdzą anonimowe źródła, planuje on spędzić grudzień i styczeń na wprowadzeniu szeregu decyzji wymierzonych w handel z Chinami i łamanie przez to państwo praw człowieka. Celem tego działania ma być sprawienie, żeby Biden nie dał rady poprawić stosunków z Pekinem i odwrócić polityki twardej ręki nawet, gdyby chciał to zrobić. 

 

Źródło: niezalezna.pl

Wiktor Młynarz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo