Lech w Portugalii wystąpił w mocno zmienionym składzie. Z powodu kontuzji przeciwko Benfice zagrać nie mógł Pedro Tiba, nieoczekiwanie jednak Dariusz Żuraw na ławce pozostawił też innych liderów zespołu - Mikaela Ishaka, Jakuba Modera czy Daniego Ramireza.

W eksperymentalnym zestawieniu "Kolejorz" rozpoczął spotkanie dość obiecująco. Poznaniacy starali się długo utrzymywać przy piłce i nie dali się zepchnąć gospodarzom do defensywy. W 21. minucie Benfica miała pierwszą stuprocentową okazję. Najpierw strzał Pizziego znakomicie obronił Filip Bednarek, ale Darwin Nunez mógł dobić uderzenie kolegi. Posłał jednak futbolówkę Panu Bogu w okno i kibice polskiej drużyny mogli głęboko odetchnąć.

Od tego momentu zaczęła narastać przewaga gospodarzy. W 36. minucie potwierdził to mocnym strzałem głową Jan Vertonghen. Doświadczony Belg wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego i zdobył ładną bramkę wygrywając powietrzny pojedynek z Michałem Skórasiem. Na domiar złego - chwilę później - Nicolas Otamendi mocno potraktował Nika Kaczarawę i napastnik Lecha boisko musiał opuścić na noszach. Za Gruzina na murawie pojawił się Ishak, a Argentyńczyk za swój faul nie obejrzał nawet żółtej kartki. Na przerwę piłkarze schodzili przy minimalnym prowadzeniu Benfiki.

Benfica prowadziła z Lechem po golu Vertonghena

Gospodarze drugą połowę zaczęli od zdecydowanych ataków, wyraźnie chcąc postawić kropkę nad "i" w tym meczu. Arbiter natomiast zdecydowanie nie miał dobrego dnia, bo gdy Tymoteusz Puchacz został "skasowany" przez rywala wślizgiem w okolicę łydki, to sędzia pokazywał, że zagrana była piłka. Utalentowany obrońca "Kolejorza" zwijał się z bólu leżąc na trawie, ale szczęśliwie podniósł się o własnych siłach i mógł kontynuować grę.

Tymczasem Benfica szybko strzeliła dwa kolejne gole. Najpierw Nunez ładnie rozegrał piłkę z Pizzim i pewnie uderzył obok bezradnego Bednarka. To był czwarty gol Urugwajczyka zdobyty w dwumeczu z Lechem. Nie upłynęła nawet minuta, a Pizzi sam wpisał się na listę strzelców. Portugalczyk łatwo poradził sobie z Tomaszem Dejewskim i podwyższył prowadzenie gospodarzy na 3:0. Trener Jorge Jesus uznał w tym momencie, że można dać odetchnąć swojemu najlepszemu zawodnikowi i wpuścił za niego Lukę Waldschmidta.

Piłkarze Benfiki cieszyli się grą w meczu z Lechem

Losy spotkania zostały przesądzone, a gospodarze zadowoleni z wyniku nie dążyli za wszelką cenę do zdobycia kolejnych bramek. Pomimo tego Julian Weigl dołożył czwarte trafienie. W 89. minucie nie niepokojony przez obrońców Niemiec precyzyjnie przymierzył przy słupku i dopełnił dzieła zniszczenia. Lech po porażce w Lizbonie ostatecznie stracił szanse na awans z grupy. W przyszły czwartek w Poznaniu "Kolejorz" zagra ostatni mecz w tej edycji Ligi Europy ze szkocką drużyną Rangers FC.

Benfica Lizbona - Lech Poznań 4:0

Bramki: J. Vertonghen 36', D. Nunez 57', Pizzi 58', J. Weigl 89'