To był jeden z najdramatyczniejszych momentów w historii Formuły 1. Bolid Romaina Grosjeana podczas pierwszego okrążenia wyścigu o Grand Prix Bahrajnu uderzył z potworną siłą o metalowe bariery okalające tor i wybuchł. Kierowca Haasa w płonącym pojeździe spędził blisko pół minuty i cudem wyszedł z tego wypadku bez poważniejszych obrażeń.

Wydawało mi się, że to trwało znacznie dłużej niż 28 sekund. Przez głowę przechodziły mi różne myśli. Widziałem płomienie, a wizjer zmienił się w pomarańczową plamę. Myślałem o Nikim Laudzie (przeżył podobny wypadek w 1976 roku - red.). Nie chciałem, żeby to się tak skończyło, nie chciałem tak zakończyć mojej przygody z Formułą 1

- powiedział Grosjean francuskiej telewizji TF1.

Romain Grosjean przeżył makabrycznie wyglądający wypadek podczas wyścigu Formuły 1

Dla swoich dzieci wiedziałem, że muszę się stamtąd wydostać. Włożyłem dłonie w ogień i wyraźnie czułem płomienie. Później ktoś pociągnął za mój skafander i wiedziałem, że się udało

- opisywał kierowca.

Myślę, że czeka mnie trochę pracy z psychologiem, bo naprawdę widziałem nadchodzącą śmierć. Powiedziałbym, że teraz czuje radość z tego, że żyje. Na wiele rzeczy patrzę teraz inaczej. To uczucie jakbym narodził się na nowo

- dodawał.

Romain Grosjean myśli już o powrocie na tor

Grosjean obecnie przebywa w szpitalu z lekkimi oparzeniami dłoni. Bardzo zależy mu na powrocie na tor, ponieważ w przyszłym sezonie zabraknie dla niego miejsca w stawce kierowców Formuły 1. Ostatni wyścig sezonu zaplanowano na 13. grudnia w Abu Zabi. Decyzja o występie Francuza ma zapaść w najbliższych dniach.