Biden zwyciężył w Arizonie różnicą niespełna 10,5 tys. głosów, czyli 0,3 proc. wszystkich ważnych głosów w tym stanie.

Podczas oficjalnego ogłaszania wyników obecni byli przedstawiciele wszystkich republikańskich władz stanu, wraz z gubernatorem Dougiem Doucym, który podkreślił, że wybory były uczciwe i bezpieczne.

Frekwencja w stanie była najwyższa w jego historii - zagłosowało prawie 80 proc. zarejestrowanych wyborców.

Mimo zapewnień stanowych władz, osobisty prawnik prezydenta Donalda Trumpa - Rudy Giuliani, zorganizował w konferencję prasową, przekonując, że wybory były sfałszowane i wzywając kontrolowany przez Republikanów stanowy parlament do wysłania na kolegium elektorów przedstawicieli, którzy oddadzą głos na Trumpa.

Mimo że dotąd wszystkie sądowe pozwy przedstawicieli Trumpa w sprawie rzekomych nieprawidłowości wyborczych były odrzucane z uwagi na brak podstaw lub dowodów, w poniedziałek wpłynął jeszcze jeden wniosek sądowy. Stanowe prawo daje pięć dni na rozpatrzenie dodatkowych skarg. 

Mimo że prezydent Trump umożliwił rozpoczęcie procesu przekazywania władzy konkurentowi, wciąż uznaje się za zwycięzcę wyborów.

Arizona jest ostatnim ze stanów, w których Trump kontestuje wyniki wyborów prezydenckich. Przedostatnim był Wisconsin, gdzie doszło do ponownego przeliczenia głosów, w rezultacie którego wynik zmienił się na jeszcze korzystniejszy dla Bidena. Oznacza to, że Biden powinien wygrać głosowanie kolegium elektorów stosunkiem 306-232, czyli identycznym, jakim Trump wygrał z Hillary Clinton w 2016 r.