Leworządność i alternatywy

  

Francuski surrealista Boris Vian już w 1947 r. w swojej słynnej anarchistycznej powieści „Jesień w Pekinie” dał celną diagnozę stanu ducha powojennej Europy: „W dziedzinie prawa wszystko jest dziś na lewo”. Rodząca się podówczas z inicjatywy katolickich działaczy z Francji i Niemiec poprzedniczka Unii Europejskiej wydawała się poważną alternatywą dla tego zlewaczenia, a dziś kończy się tak, jakby jej adresem była nie Bruksela, ale Alternatywy 4. Dlaczego zatem obrażać inteligencję Polaków niczym nieuzasadnionym twierdzeniem, że dla UE nie ma żadnej alternatywy?

Zupełnie inaczej uważał polski polityk, prezydent RP Lech Kaczyński. Jako szczery zwolennik współpracy w ramach Unii dążył do poszerzania jej o kolejne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, a nawet kraje kaukaskie, ale także do tworzenia „wewnętrznego kręgu” tych krajów, by bronić ich interesów przed zakusami rządzących wspólnotą europejską „możnych”. Wtedy był to tandem niemiecko-francuski, dziś widać wyłączny dyktat Niemiec, firmowany przez każdego kolejnego mieszkańca Pałacu Elizejskiego.

Korzenie inicjatywy Trójmorza

Promowana już wtedy przez Lecha Kaczyńskiego idea „sojuszu słabych” odwoływała się do przedwojennej koncepcji Międzymorza, mającego w zamyśle Piłsudskiego przede wszystkim zabezpieczyć Polskę przed zawsze imperialistyczną polityką rosyjską, ale i stworzyć przeciwwagę dla nacisków ze strony Zachodu, co do którego kondycji duchowej marszałek nie miał złudzeń: „Zachód jest parszywieńki”. Co prawda prezydent Kaczyński nie posługiwał się tak dosadnym językiem jak Piłsudski, ale niewątpliwie podzielał jego diagnozę: „W polityce zagranicznej nasze pole działania jest na wschodzie, tam możemy być silni. Bezsensowne jest wdawanie się Polski zbyt skwapliwie w stosunki zagraniczne zachodnie, ponieważ tam nic innego nie może nas czekać, jak tylko włażenie zachodowi w d…”.

W tych słowach marszałka tkwią korzenie inicjatywy Trójmorza. Zaczęła się ona oblekać w ciało dopiero po tragicznej śmierci prezydenta Kaczyńskiego, gdy w 2015 r. Zjednoczona Prawica przejęła władzę, a Andrzej Duda jako jego ideowy spadkobierca mógł wspólnie z rządem doprowadzić do jej realnego zaistnienia. Przypomnijmy, że w jej skład jak na razie wchodzą wyłącznie państwa należące do UE: Austria, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Polska, Rumunia, Słowacja, Słowenia i Węgry, a co nader istotne, prócz Austrii są one także członkami NATO. Nasz największy sojusznik w ramach Paktu Północnoatlantyckiego, Stany Zjednoczone, ustami prezydenta Donalda Trumpa na szczycie warszawskim w 2017 r. udzielił Trójmorzu bezprecedensowego wsparcia. Wkrótce okazało się, że nie są to czcze słowa, bo w błyskawicznym tempie zaczęło się nawiązywanie przez USA intensywnych kontaktów biznesowych zarówno z liderem Trójmorza Polską, jak i innymi jej członkami. Nie mniej istotne było wsparcie Stanów Zjednoczonych w blokowaniu Nord Streamu 2, symbolu śmiertelnie groźnego dla wszystkich krajów naszego regionu sojuszu niemiecko-rosyjskiego.

Marzenie Niemiec i marzenie Sorosa

W przypadku tego sojuszu też mieliśmy wybór – pokorne potakiwanie przez rząd Donalda Tuska interesom niemieckim w zamian za poklepywanie po plecach lub pamięć o tragicznych dla Polski skutkach takiego sojuszu, prezentowana przez Lecha Kaczyńskiego w wystąpieniu na Westerplatte i w niewygłoszonym już przemówieniu w Katyniu.

A warto przypomnieć, że antypolska ścisła współpraca Niemiec i Rosji istniała już dużo wcześniej przed osławionym paktem Hitler-Stalin z 1939 r.! To przecież nie totalitarna III Rzesza, ale demokratyczna Republika Weimarska prowadziła w latach 20. wojnę celną z Polską, marząc zarazem o rosyjskim przepastnym rynku zbytu. To samo marzenie ujawnia sowiecki plakat z 1923 r. ukazujący dziwnie ściśniętą przesuwanymi od zachodu i wschodu granicami Polskę, jako nieznośną przeszkodę w rozwijaniu współpracy gospodarczej Rosji i Niemiec. Napis na plakacie głosi: „Dać drogę naszemu chłopskiemu zbożu w zamian za niemieckie maszyny i sprzęt rolniczy”. Na tej drodze stała Polska, więc w ramach wymarzonej wspólnej korekty granic sowiecka Rosja potajemnie szkoliła niemieckich oficerów w dziedzinach zakazanych traktatem wersalskim dla Niemiec, czyli z lotnictwa i broni pancernej.

Marszałek Piłsudski sformułował tezę do dziś aktualną dla polskiej polityki zagranicznej: „Ja nikomu prawie nie ufam, a cóż dopiero Niemcom. Marzeniem Niemiec jest doprowadzenie do kooperacji z Rosją. Dojście do takiej kooperacji byłoby naszą zgubą. Do tego dopuścić nie można. Jak przeciwdziałać? Gra będzie trudna przy paraliżu woli i krótkowzroczności Zachodu”.

Prezydentura Donalda Trumpa na krótko przełamała ten paraliż i krótkowzroczność, ale nie na forum UE, gdzie odradzająca się ideologia komunistyczna, choć nosząca maskę politpoprawności, doprowadziła ostatnio do nienawistnych ataków lewactwa na ostatnie rezerwaty prawdziwych, chrześcijańskich podstaw duchowości Europy – Polskę i Węgry. Można by powtórzyć za byłym socjalistą, który „z czerwonego tramwaju wysiadł na przystanku Niepodległość”: „Widząc spustoszenia dokonywane przez ustrój komunistyczny, nie rozumiem, jak mogą istnieć w Europie socjaliści odnoszący się do niego przychylnie”.
Ale to są socjaliści nowego typu, dziś walczący o „prawa człowieka” dla nowego „proletariatu”, którym jest lud LGBT, a przy okazji nabijający własną kabzę. Wielki bojownik o „społeczeństwo otwarte” George Soros deklaruje: „Unia Europejska nie może sobie pozwolić na kompromis w sprawie praworządności stosowanej przy wypłacie funduszy państwom członkowskim. To, jak UE odpowie na wyzwanie, jakie teraz stawiają jej Węgry i Polska, przesądzi o tym, czy przetrwa jako społeczeństwo otwarte, wierne wartościom, na których została zbudowana. (…) zarówno Orban, jak i Kaczyński dobrze wiedzą, że w rażący sposób naruszają zasady praworządności i nie chcą ponieść tego konsekwencji”.

Razem można więcej

W sytuacji gdy uznanie za swoje „norm prawnych” typu aborcja, eutanazja, homodyktatura i niszczenie chrześcijaństwa, narzucanych nam gwałtem przez UE, oznacza po prostu rezygnację z suwerenności, nie można już utrzymywać dogmatu, że Polska nie ma alternatywy, a polexit jest tabu. Musimy zintensyfikować budowanie Trójmorza, nie tylko w sferze ekonomicznej, lecz także politycznej. Największe państwa tej inicjatywy, Polska i Rumunia, utworzyły Fundusz Inwestycyjny Trójmorza, do którego na niedawnym szczycie w Tallinie dołączyły kraje bałtyckie, a Kongres USA właśnie zatwierdził dofinansowanie go kwotą miliarda dolarów. Może jeszcze ważniejszą kwestią jest otwarcie wrót do naszej organizacji także państwom nienależącym do UE, przede wszystkim Ukrainie. Musimy też dać sygnał mniejszym członkom Trójmorza, że nie muszą wbrew własnym interesom siedzieć cicho, by nie narazić się wielkim. Przykład maleńkiej Słowenii, wspierającej polsko-węgierskie weto, pokazuje, że razem możemy zdziałać dużo więcej. Skoro nas nie lubią, to niech się nas przy tym boją!

Jeśli tego nie zrobimy, pozostanie nam powrót do śmieszno-strasznego świata komuszych absurdów z filmów Barei i żałosne popiskiwanie: „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?” A eurocieć Anioł pokaże nam, kto jest gospodarzem domu. Tego „europejskiego”. Więc może lepiej być gospodarzem we własnym? Nie taki on już ciasny, skoro jego granic dotykają fale trzech mórz!


Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...
Tagi

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts