Wskazując jeden z przykładów takiego działania, autor artykułu powołuje się na aktualny spór pomiędzy Polską i Węgrami, a Komisją Europejską dot. powiązania wypłat unijnych funduszy z tzw. praworządnością. Jak wskazuje, „mało kto wie, że Polska i Węgry nie były w tej walce same”.

Polska i Węgry zgłosiły zastrzeżenia w związku z rozporządzeniem dotyczącym powiązania środków unijnych z praworządnością. W czwartek premierzy obu krajów, Mateusz Morawiecki i Viktor Orban, podpisali deklarację, w której podkreślili, że wspólnym celem obu rządów jest "przeciwdziałanie powstaniu mechanizmu, który nie tylko nie wzmocni, ale wręcz podważy zasadę praworządności w Unii poprzez zdegradowanie jej do roli narzędzia politycznego".

"Wyborcza" przypomina, że europejski rzecznik praw obywatelskich Emily O'Reilly od lat zabiega o transparentność prowadzenia prac legislacyjnych w Radzie UE, jednak bezskutecznie. Według niej „negocjowanie za zamkniętymi drzwiami grozi wyobcowaniem obywateli i podsycaniem negatywnych uczuć wobec Unii".

- Negocjacje tekstów legislacyjnych odbywają się w ponad 150 komitetach i grupach roboczych. Pracują w nich urzędnicy z krajowych przedstawicielstw i ministerstw krajów członkowskich. Na czele stoi Rada Stałych Przedstawicieli, znana w brukselskim żargonie jako „Coreper". Wspiera ją Sekretariat Generalny Rady, który organizuje skomplikowaną machinę z udziałem kolejnych 3 tysięcy urzędników. W sumie co roku wszystkie podmioty zaangażowane w prace Rady UE biorą udział w blisko 4 tysiącach spotkań. Odbywają się one w trzech budynkach Rady, tuż obok siedziby Komisji Europejskiej. Najczęściej za zamkniętymi drzwiami i bez protokołów dostępnych dla dziennikarzy czy opinii publicznej

- czytamy w tekście.

Autor przedstawia też relację byłego polskiego ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego.

- Jakie są negocjacje w Radzie? Twarde. To są często szantaże. Byłem świadkiem, jak szantażowano Rumunię czy Bułgarię odłożeniem w czasie ich wejścia do Schengen, jeśli nie zgodzą się na jakaś propozycję. Tak samo było w trakcie negocjacji nad klimatem, nad odejściem od węgla. Za każdym razem byliśmy szantażowani. Byłem świadkiem, jak na spotkaniu premier Beaty Szydło z Angelą Merkel kanclerz Niemiec bardzo często przeciwstawiała się wszelkim zmianom traktatu lizbońskiego

- mówi cytowany w artykule Waszczykowski, który przypomina też sprawę gazociągu Nord Stream 2. - Na nasze propozycje wstrzymania lub zablokowania za każdym razem po prostu mówiła [Angela Merkel-red] „nie”. Nie, bo nie - dodaje.