Zgodnie z zaaprobowaną przez parlament w mijającym tygodniu ustawą budżetową policjanci mają otrzymać w 2021 r. 15-procentową podwyżkę płac. To o 10 proc. więcej niż wyniesie podwyżka przeciętnego wynagrodzenia w budżetówce. Na większe dodatki do pensji mogą liczyć jedynie pracownicy znajdujący się na pierwszej linii walki z koronawirusem, którzy dostaną 30 proc. podwyżki.

Decyzja o wyłączeniu policji z listy grup zawodowych bezpośrednio zaangażowanych w walkę z epidemią, wywołała niezadowolenie wśród funkcjonariuszy. Od kilku tygodni odbywają się akcje protestacyjne policji w Sofii oraz w innych dużych miastach Bułgarii.

Lider federacji policyjnych związków zawodowych Walentin Popow zapowiedział, że jeżeli niedzielna demonstracja nie przyniesie rezultatów, protesty będą trwać nadal, a udział w nich policjantów będzie coraz większy. "Przyznana przez parlament 15-procentowa podwyżka stanowi wyłącznie podstawę dla dalszych negocjacji, lecz nic więcej" – stwierdził w wywiadzie radiowym w niedzielę.

Równocześnie z demonstracją policji w Sofii po sąsiedzku odbywa się manifestacja zorganizowana przez matki niepełnosprawnych dzieci. W ocenie matek, a także przedstawicieli innych grup uczestniczących w trwających od lata b.r. antyrządowych protestach, policjanci, którzy niejednokrotnie wykazywali się brutalnością w tłumieniu demonstracji, nie powinni dostawać podwyżek.

Manifestujący nie kwestionują faktu, że policjanci znajdują się na pierwszej linii frontu walki z epidemia, ale stoją na stanowisku, że policyjne płace należy podnieść dopiero po zreformowaniu jej struktur i po uzyskaniu gwarancji, że stosunek policji do obywateli korzystających z prawa do wyrażenia niezadowolenia z rządu radykalnie się zmienił.