W USA, podobnie jak w wielu innych państwach świata, prezydent posiada prawo łaski. System ten ma na celu danie mu możliwości poprawy ewidentnych błędów wymiaru sprawiedliwości. Jego uprawnienia w tej kwestii są jednak niezwykle szerokie. Może nie tylko ułaskawić lub skrócić wyrok osoby, która już została skazana lub oskarżona, ale nawet takiej, która jeszcze nie usłyszał zarzutów. W teorii mógłby nawet ułaskawić samego siebie, chociaż taka sytuacja nie miała jeszcze nigdy miejsca i nie wiadomo jak podeszłyby do niej sądy. 

Trump korzystał z tego prawa raczej rzadko i ułaskawił mniej osób niż Obama, Bush czy Clinton, zaledwie 28. Większość jego ułaskawień nie budziła również większych kontrowersji gdyż przyznawał je albo osobom ewidentnie poszkodowanym przez sądy albo w na tyle mało znaczących sprawach, że nie budziły one większych emocji. Jednym z nich był na przykład młody marynarz Kristian Saucer, który zrobił sobie pamiątkowe zdjęcie na okręcie podwodnym na którym służył. Na tym zdjęciu widoczny był ściśle tajny reaktor atomowy, więc za jego posiadanie – pomimo braku jakichkolwiek dowodów na to, że chciał go użyć w nielegalnych celach – dostał rok więzienia. Inną ułaskawioną przez Trumpa osobą była Alice Marie Johnson, która na początku lat dziewięćdziesiątych straciła syna, rozwiodła się z mężem i została zwolniona z pracy. Nie mając z czego żyć zajęła się szmuglem kokainy, za co usłyszała wyrok dożywotniego więzienia. 

Trump symbolicznie ułaskawił też słynnego czarnoskórego boksera Jacka Johnsona. W 1920 został on skazany za „przewiezienie kobiety przez granicę stanu w niemoralnych celach|”. Kobietą tą była jego biała partnerka a wyrok w powszechnej opinii zapadł z pobudek rasistowskich. Ułaskawił również słynną sufrażystkę Susan B. Anthony, skazaną za oddanie głosu w wyborach w czasach, kiedy kobiety nie miały jeszcze praw wyborczych. 

Najbardziej kontrowersyjnym ułaskawieniem przyznanym przez Trumpa było to dla jego byłego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego Larriego Flynna. Pod koniec swoich rządów Obama nałożył sankcje na Rosję z powodu rzekomejingerencji w wybory. Flynn, postać bardzo szanowana w amerykańskim wywiadzie, odbył wtedy rozmowę z ambasadorem Rosji prosząc go o to, aby Kreml na nie nie odpowiadał i pozwolił Trumpowi na start z czystym kontem. 

Kiedy tylko media odkryły tą rozmowę Trump, który nie został o niej powiadomiony wcześniej przez Flynna, natychmiast zwolnił go ze stanowiska, po zaledwie 22 dniach. On sam wkrótce usłyszał też zarzuty gdyż skłamał o niej zeznając przed FBI. Przyznał się do winy ale zanim sądy zdecydowały o wysokości wyroku wyszło na jaw, że agenci FBI zastanawiali się jak poprowadzić przesłuchanie aby powiedział w jego trakcie coś, co pomoże go skazać. Takie działanie jest w USA skrajnie nielegalne i w odpowiedzi Departament Sprawiedliwości wycofał wobec niego zarzuty, ale prowadzący tą sprawę sąd nie zdecydował się na wstrzymanie procesu. Flynn najprawdopodobniej zostałby i tak uniewinniony, ale swoim ułaskawieniem Trump oszczędził mu wieloletniej walki sądowej. 

Nawiązując do tego ułaskawienia kongresman Gabbard poprosiła Trumpa o przyznanie jeszcze dwóch. „Skoro dajesz ludziom ułaskawienia, to rozważ proszę ułaskawienie tych, którzy przy ogromnym osobistym poświęceniu ujawnili kłamstwa i kryminalność tych w Deep State (amerykańskie określenie na ukryte struktury władzy, jak np. służby specjalne)” - napisała na Twitterze. Dołączyła do swojego wpisu wcześniejszy, z którego jasno wynikało kogo miała na myśli – Edwarda Snowdena i Julliana Assange. 


Edward Snowden to były pracownik firmy współpracującej z Narodową Agencją Bezpieczeństwa (NSA). Wykradł z niej i przekazał mediom gigantyczną ilość dokumentów, które udowodniły wiele kontrowersyjnych działań tej agencji. On sam uciekł do Rosji, gdzie obecnie stara się o przyznanie obywatelstwa. Julian Assange to natomiast założyciel portalu Wikileaks który publikował wykradzione tajne dokumenty. W 2012 schronił się w ambasadzie Ekwadoru w Londynie ale w 2019 został z niej wyrzucony. Obecnie siedzi w brytyjskim więzieniu czekając na ekstradycję do USA. 

Obydwie te osoby są w USA mocno kontrowersyjne. Ich zwolennicy uważają, że ich działalność pomogła odkryć wiele ciemnych sprawek polityków. Ich przeciwnicy tego nie negują ale podkreślają, że w ten sposób, niezależnie od szlachetności pobudek, narazili bezpieczeństwo USA. Lewica zarzuca też Assange'owi, że publikowane przez niego dokumenty dotyczące ciemnych sprawek Clinton były inspirowane przez rosyjski wywiad chcący pomóc Trumpowi, chociaż na razie nie pojawił się nawet cień dowodu na te oskarżenia. 

Gabbard, która nie raz nie zgadzała się z partyjną ortodoksją i jest chyba jedynym politykiem Demokratów, który cieszy się większą sympatią wśród prawicy niż lewicy, od dawna popiera sygnalistów. Na początku października przedstawiła nawet projekt ustawy, która nie tylko doprowadziłaby do wycofania zarzutów wobec Assange'a i Snowdena, ale także znacznie utrudniłaby stawianie przed sądami ich następców. 

To, czy Trump jej posłucha, pozostaje kwestią otwartą. Przed wyborami kilkakrotnie sugerował, że może ich ułaskawić, ale w powszechnej opinii spowodowałoby to dla niego ogromny problem polityczny. Teraz już nie musi się tym przejmować, ale z drugiej strony ułaskawienie tak kontrowersyjnych postaci mogłoby zaszkodzić Partii Republikańskiej, chociażby w trakcie niezwykle ważnych wyborów do senatu w Georgii.