Autorzy tacy jak ja nie mają wstępu na Woronicza. Szopka, która będzie przedrukowana w pierwszym noworocznym numerze „Gazety Polskiej”, to działanie, które ma na celu przypomnienie, że taki gatunek w ogóle istnieje - z Marcinem Wolskim, autorem szopki noworocznej, rozmawia Sylwia Krasnodębska. 

Napisał Pan już blisko dwadzieścia telewizyjnych szopek. Dużo w realizacji tego gatunku się zmieniło, prawda? Abstrahując od tego, że telewizja już ich nie emituje… 

Nieruchome lalki zastępowano miękkimi, gąbkowymi. Później powstała nawet szopka robiona technologią 3D. Od trzech lat szopek w TVP nie ma. Autorzy tacy jak ja nie mają wstępu na Woronicza. Szopka, która będzie przedrukowana w pierwszym noworocznym numerze „Gazety Polskiej”, to działanie, które ma na celu przypomnienie, że taki gatunek w ogóle istnieje. Szopka w wersji wideo dostępna jest na Vod.gazetapolska.pl. Pokazał Pan, że rządy PO mogą jednak przysparzać wiele radości.

Satyryk ma ambiwalentne uczucia, ponieważ jako obywatel cierpi, jeśli w kraju dzieje się źle, ale z drugiej strony idiotyzmy władzy dostarczają mu chleba. Paweł Piekarczyk powiedział, że władza, która traci poczucie humoru na swój temat, się kończy. Pan też tak uważa?

Pytanie, jak długo taki koniec potrwa. Na pewno władza mądra stara się, żeby istniała satyra jako pewien rodzaj wentyla. Powiedzmy sobie otwarcie – to, co my piszemy, jest i tak lżejsze od tego, co się mówi na ulicy, o  pyskówkach parlamentarnych nie wspominając. Satyra może rozładowywać agresję.

W Pana szopce pojawiają się tematy ciężkiego kalibru – seryjny samobójca, trotyl... Czy czas pisania szopek można podzielić na ten przed Smoleńskiem i po?

Człowiek przy zdrowych zmysłach nie będzie kpił z  tragedii, a co najwyżej z tych, którzy usiłują na niej żerować. Zmieniły się niestety relacje międzyludzkie. Po Smoleńsku widać, że prawda nie leży pośrodku. Prawda leży na płycie lotniska w Smoleńsku.

Polecamy!