Parlament Europejski we wczorajszym głosowaniu przyjął rezolucję dotyczącą "faktycznego zakazu prawa do aborcji w Polsce"; w rezolucji "zdecydowanie potępiono" orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego dotyczące aborcji w Polsce, uważając, że "orzeczenie to zagraża zdrowiu i życiu kobiet". Została ona przygotowana przez pięć grup politycznych: Europejską Partię Ludową, Socjalistów i Demokratów, Odnowić Europę, Zielonych i GUE. Niewiążącą prawnie rezolucję poparło 455 europosłów, 145 było przeciw, a 71 wstrzymało się od głosu.

Do rezolucji odniósł się w piątek w Polskim Radiu 24 szef Komitetu Stałego Rady Ministrów Łukasz Schreiber, który ocenił ją jako "coś zupełnie zdumiewającego i to na kilku poziomach".

"Absolutnie staram się szanować i rozumieć zdanie powiedzmy tych, którzy nie są entuzjastami wyroku Trybunału Konstytucyjnego i taką dyskusję możemy oczywiście prowadzić tu w Polsce i to jest pierwsza sprawa. A druga jest taka, że PE nie ma tu żadnych kompetencji, by sprawę orzeczenia TK danego kraju, sądu konstytucyjnego kwestionować, podważać czy oceniać"

- powiedział minister.

"Zwrócę uwagę, że tak naprawdę to jest próba ingerencji zupełnie w wewnętrzne sprawy krajowe. W każdym kraju one mogą one być różnie uregulowane, ale trudno oczekiwać od krajów członkowskich, by się dostosowywały do wizji większości Parlamentu Europejskiego"

- dodał.

Schreiber zwrócił również uwagę, że w UE są kraje o bardziej restrykcyjnym prawie antyaborcyjnym; wymienił w tym kontekście Maltę. "Jakoś nie słyszałem, by PE w tej sprawie podejmował jakąś krucjatę przeciwko Malcie" - zauważył minister.

Jego zdaniem, Parlament Europejski "próbuje zaznaczyć swoją rolę i próbuje właśnie ten takie skrajnie lewicowy pogląd na rzeczywistość forsować". "Tylko że to się w taki sposób nie powinno w żadnej mierze odbywać" - ocenił Schreiber.

W rezolucji PE napisano m.in., że "ograniczenie lub zakazanie prawa do aborcji w żaden sposób nie eliminuje aborcji, a jedynie spycha ją do podziemia, prowadząc do wzrostu liczby nielegalnych, niebezpiecznych, tajnych i zagrażających życiu aborcji". PE zaapelował, aby wykonywanie aborcji nie było objęte kodeksem karnym, ponieważ odstrasza to lekarzy, którzy powstrzymują się od ich dokonywania z obawy przed sankcjami karnymi.

Rezolucja wskazuje też, że "nieuzasadnione przekroczenie ograniczeń w dostępie do aborcji, wynikające ze wspomnianego orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, nie chroni przyrodzonej i niezbywalnej godności kobiet, gdyż narusza Kartę Praw Podstawowych, orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, liczne konwencje międzynarodowe".

Prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska powiedziała, że rezolucja PE stanowi bezprecedensową próbę ingerowania w wewnętrzne i nieobjęte traktatami europejskimi zagadnienia ustrojowe RP. Oceniła, że posłowie PE swoim działaniem wkraczają w obszar niezależności TK, co stanowi naruszenie trójpodziału władzy. "Unia Europejska nie ma uprawnień do kształtowania orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego kraju członkowskiego, jak również weryfikowania legalności wyboru jego sędziów. Jest to pozatraktatowa uzurpacja kompetencji. Ze zdumieniem konstatuję, że posłowie Parlamentu Europejskiego nie są świadomi tego faktu" - podkreśliła prezes TK.

22 października TK orzekł, że przepis tzw. ustawy antyaborcyjnej z 1993 r. zezwalający na aborcję w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niezgodny z konstytucją. Przepis straci moc wraz z publikacją wyroku, ale ten nie został jak dotąd ogłoszony. W związku z orzeczeniem TK od ponad miesiąca w całej Polsce trwają wulgarne protesty.